Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


28.12.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 51


czyli nie-podsumowanie roku 2016

Kolega Różewicz podsumowuje u siebie pod względem poetyckim, a ja ze wstydem przyznaję, że dopiero od połowy mijającego roku wróciłam do czytania poezji. Wcześniej nie mogłam na nią patrzeć, odrzucało mnie na kilometr. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że również w drugiej połowie 2016 wróciłam do pisania, co zaowocowało dwoma nagrodami za wiersze i jedną za recenzję, więc powrót nie był taki zły, żeby nie powiedzieć, że był całkiem niezły :)
Nagroda za recenzję ucieszyła mnie szczególnie, bo - jako totalna amatorka - do tej pory piszczałam sobie na blogu o tomach poezji, które mnie szczególnie, jako czytelnika, ucieszyły,
Nagroda pozwoliła mi spojrzeć trochę łaskawszym okiem na to swoje popiskiwanie o poezji.
W 2017 roku będę piszczeć regularnie, ale na łamach "Szafy", za tę propozycje bardzo dziękuję Gosi Południak, gdyż onegdaj dałam ciała w tej materii i dostawszy burę strzeliłam focha :) Trochę już wydoroślałam, a teraz  się jeszcze poprawię i zepnę poślady, czy jak to tam się teraz nazywa.
Z tomów poezji, które przeczytałam w 2016r szczególnie zajęły mnie dwa: "Pospół" Tomka Pietrzaka i debiut Damiana Kowala " Najmniejsze przeboje z Tristan da Cunha". O książce Tomka napisałam w ostatnim numerze "Szafy", o książce Damiana napiszę w kolejnym, więc w tym miejscu zaledwie dwa słowa. Tomasz Pietrzak nie zaskakuje i zaskakuje jednocześnie. Nie zaskakuje fakt, że jest świetnym poetą, (wybaczcie określenie) wyrobionym językowo, a zaskakuje temat i podejście do niego, Damian Kowal nie odkrywa Ameryki, ale to nieodkrywanie jest czułe i bezpretensjonalne.
Nie uważam zresztą, że każdy debiutant musi Amerykę odkrywać, ścigać się, "zmagać z materią języka", czy za wszelką cenę "być osobny". Mnie urzekło w poezji Damiana to, że pisząc o tym, co znam, napisał to tak, jak nie znam. Dla jednych mało, dla innych w sam raz :)
W końcówce 2016 roku miałam również okazję do spotkań z czytelnikami najpierw w Teatrze Polskim w Poznaniu dzięki Joasi Żabnickiej, które to spotkanie było po prostu świetne, podobnie jak slam po nim i uczestnicy tego slamu, z niektórymi z nich mam nawet kontakt mailowy :)
Drugie - niemniej świetne - spotkanie w Zespole Szkół Ekonomicznych w Poznaniu (tym przy Marszałkowskiej) gdzie zaskoczył mnie fakt, że przyszli księgowi nie tylko poezję czytają, ale także ją piszą. Bardzo fajna, bezpretensjonalna młodzież, śmiała, chętna do rozmowy i zaciekawiona. Bardzo życzliwe grono pedagogiczne z panem portierem na czele :) Z tego miejsca również serdecznie pozdrawiam cudowną Panią Bibliotekarkę, rozmowa z Panią oraz kawa - szatan postawiły mnie na nogi w mig! :)
Sądziłam, że w poezji mam już niewiele, lub zgoła nic do powiedzenia, ale teraz zaczynam myśleć, że może jednak znajdzie się coś, o czym chciałabym napisać. mam tylko nadzieję, że będziecie chcieli czytać.
A poza tym przeprowadziłam się i usamodzielniłam, już mnie córka nie pilnuje i nie przywołuje do porządku, więc szaleję w miarę swoich skromnych czasowo możliwości :)
Końcówka tego roku, to niestety również jakaś masakra, odnoszę wrażenie, ze nadeszła jakaś zaraza dziesiątkująca szeregi artystów, a ostatnie doniesienia o tym, kogo jeszcze zabrakło powodują, że czekam, aż ten rok się nareszcie skończy.
Postanowienie na 2017 mam jedno: być większą optymistką i mniej czarnowidzieć.
Czego i Wam życzę.



27.12.2016

27.12.1918r Powstanie Wielkopolskie


Ponieważ Powstanie Wielkopolskie wciąż jest trochę zapomniane, to postanowiłam przypomnieć, że 27 grudnia 1918 r Wielkopolanie chwycili za broń, domagając się powrotu ziem zaboru pruskiego do Rzeczypospolitej. Wygrali.


Marsylianka wielkopolska

Hasło dziś rozbrzmiewa,
Hej za broń powstańcy!
Prusak zdzierać chce sztandary,
Padają ofiary,
Hej za broń!

Łańcuch bohaterów
Z piersi murowany,
Broni grodu Przemysława,
Cześć powstańcom, sława,
Hej za broń!

Sieką wkoło kule,
Łamią się bagnety,
Hej na barykady druhy,
Marsz powstańcy-zuchy,
Hej za broń!

Niemca ogień praży,
Pękają granaty,
Wielkopolski los się waży,
Więc wszyscy na straży,
Hej za broń!

Krwawy bój się toczy,
Już wróg się poddaje,
Wielkopolska ze swych mroczy
Wolna zmartwychwstaje,
Hej za broń!

Dzielni Poznańczanie
Pokazali światu,
Jak Prusaka się wypędza,
Śpiesznie do Heimatu,
Hej za broń!


22.12.2016

wiersz na koniec roku



Wkraczając w pustkę - DAMIAN KOWAL

do pociągu dwie godziny, a może tysiąc lat, to bez znaczenia;
chichy. pan z brodą puszcza bańki mydlane, lecą do nieba
i znikają jak moje marzenia. nie. trafiają na dzikie wysypisko,
odzyskują je złomiarze i sprzedają na kilogramy.

spacer? pewnie, popatrzę, jak dziewczyna w KFC pije kawę,
pisząc do przyjaciół, którzy nie chcieliby mojego numeru.
gołąb lata chwilę, by zniknąć w cieple, ludzie wyglądają,
jakby wszystko było w porządku. dlaczego nie śpicie?

co was tu sprowadza w nocy? słońce nie wstaje, śpisz i śnisz,
na ulicach cisi aniołowie zamiatają liście. za chwilę wsiądę,
wrócę do domu, zapomnisz, że dziś dobrze się bawiłaś,
gdy obok milczałem. nie zapomnę.

wchodzę do ciepłego wnętrza wagonu,
myśląc, że to twoje ramiona.


z tomu "Najmniejsze przeboje z Tristan da Cunha" Dom Literatury w Łodzi, 2016.


17.12.2016

Kiedy rozścierwi się, rozchami


To jest blog literacki, więc nie swoimi słowami powiem to, co gdzie indziej mówię własnymi.

JULIAN TUWIM - Do prostego człowieka.

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków". -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"


15.12.2016

wiersz o tym, czego nie


inspired by Kuba Sajkowski


nie będzie w tym wierszu Aleppo,
niezawinionych śmierci i ciał
bez retuszu, bez serca, bez sensu
jak w groteskowej "Sali pożegnań".

od tygodnia ćma pod sufitem
śpi za dnia, ale w nocy słyszę
jak tłucze skrzydłami o ścianę
lecz wciąż nie potrafię jej zabić.

tydzień temu na fioletowo
zakwitł mi kwiat, prezent od córki,
na przekór zimie, ćmom i śmierci?
nie, tak po prostu, na parapecie.

to wiersz o tym, czego nie będzie
już nigdy lub zawsze - ten banał
sprawia, że sztywnieja mi ręce
jak o piątej rano na mrozie.

więc jest smutno, więc piję wódkę.
przelewam datek i trochę ładniej
wyglądam w lustrze. ćma, fiołek, wiersz
ciągle tu są, więc ja też muszę.


60 SZAFA JUŻ W SIECI




POEZJA
Krzysztof Bojko, Ewa Frączek, Joanna Fligiel, Magda Gałkowska,
Anna Luberda-Kowal, Karol Maliszewski, Bogdan Prejs, Klaudia Raczek, Jakub Sajkowski

PROZA
Hanna Dikta, Jacek Durski, Olgerd Dziechciarz, Paweł Orzeł,
Łukasz Suskiewicz, Marcin Zegadło, Marta Zelwan

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO
Monika Cichoń, Jette van der Lende, Michał Konrad,
Juliusz Lewandowski, Robert Mazur, Nicolò Quirico

sZAFa presents
Piotr Dmochowski - marszand Zdzisława Beksińskiego. Posłowie do drugiego wydania "Zmagań o Beksińskiego".
Daria Nowicka - Opisywanie świata Andrzeja Wróblewskiego. Ekspresje, część druga
Maja Staśko - Otua. Autoterapeutyczność a autotematyczność wokół "Szklanych ust" Lecha Majewskiego (VI)

ESEJE-FELIETONY-RELACJE
Paweł Dąbrowski - Podwójny nurt kultury
Ewa Frączek - Połamane dzieci Vonneguta
Magda Harmon - Albowiem
Leszek Jodliński - Historia bez tytułu, początku i końca...
* Historia bez tytułu, początku i końca (4). Sklepy tytoniowe i kolonialne
Kamila Wasilewska-Kaczmarczyk - Co warto wiedzieć
Joanna Kern - Moja piąta strona świata
Anna Możdżeń - Wolność, piękno i pośladki

TEATR, FILM
Leszek Jodliński - Mrużenie oczu. "Zmruż oczy" Andrzeja Jakimowskiego

KRYTYKA LITERACKA-RECENZJE
Paweł Dąbrowski - Poemat dystychem spisany. Konrad Góra "Nie"
* Życie na speedzie. Jakub Koisz, #Yolo
Magda Gałkowska - Fantom do zimnego utulenia.
Tomasz Pietrzak "Pospół"
Jarosław Hebel - "Najlepsze lata..". Marka Hłaski
Ewa Sonnenberg - Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska, "Szczęściodoły"
Aleksandra Urbańczyk - Teatr Wolanda. Pogłębiona interpretacja z nowym przekładem "Mistrza i Małgorzaty"

CZYTANIA
Sławomir Hornik - To jest wiersz. (Dekalog.)

ROZMOWY W sZAFIe
Małgorzata Południak z Tadeuszem Baranowskim, część II

WYWIAD
Małgorzata Południak rozmawia z Wiolettą Leśków-Cyrulik


Więcej na : http://szafa.kwartalnik.eu/60/spis.html



13.12.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 50


czyli rzecz o tym, czy się  i jak angażować?

uczestniczyłam dzisiaj w spotkaniu Seryjnych Poetów, z udziałem Joasi Żabnickiej, Tomka Dalasińskiego i Marcina Ostrychacza. Ufam, że większości czytelników tego bloga wspomnianych poetów przedstawiać nie trzeba, ale gdyby ktoś jeszcze nie znał, zachęcam do poczytania, naprawdę warto.
Spotkanie moderował - jak zawsze - niezawodny prof. Śliwiński i przy okazji wywiązała się ciekawa dyskusja na temat poezji zaangażowanej,  a to przy okazji porównania twórczości Tomka do Nowej Fali. Tomek sam zresztą przyznał, że czuje się cyt: "nieślubnym dzieckiem Stanisława Barańczaka".
Wobec tego, co się aktualnie dzieje trudno być obojętnym, a co za tym idzie trudno nie być w jakiś sposób zaangażowanym, jednak odnoszę wrażenie, że najmłodsi piszący obecnie poeci z tego zaangażowania - co też zauważył Tomek - zrobili, wybaczcie wyrażenie "główną oś" swojej twórczości, innymi słowy: gdy już nie będzie się przeciwko czemu buntować i protestować, to nie będą mieli o czym pisać i co gorsza obawiam się, że nie będę umieli o czymkolwiek pisać.
Poza tym odczuwam ostatnio presję na to, by się koniecznie wypowiedzieć i opowiedzieć po konkretnej stronie. Ci, którzy mnie czytają, wiedzą, że ja się bardzo konkretnie po konkretnej stronie opowiadam, i że jestem zaangażowana czynnie, ale nie widzę potrzeby manifestowania tego zaangażowania w swojej poezji. Nie uważam również, że jako poetka współczesna mam jakiś obowiązek prezentować poprzez swoja poezję przekonania polityczne lub pisać manifesty. Nie, nie czuję misji. Jeżeli któryś z poetów ma taka potrzebę - jak najbardziej, proszę uprzejmie, ale wolałabym, żeby ta presja nie powodowała, że człowiek się czuje głupio i niezręcznie, bo każdy z poetów już jakiś wiersz na ten temat napisał, a ja nie. Pominę już oczywiście tych, którzy swoje zaangażowanie ograniczają jedynie do kontestacji w wierszach, a kiedy trzeba działać - tyłka z domu nie ruszą.
Nie tak dawno byłam świadkiem - większość piszących pewnie również - zadymy, którą zrobił w naszym grajdole Robert Rybicki, poeta niewątpliwie zaangażowany, wylewając w wierszu żale pod adresem koleżanek i kolegów po piórze, nieco lepiej sobie radzących w naszym przaśnym, polskim kapitalizmie. Bo wybaczcie, wiersz Ryby dla mnie nie był niczym innym, jak frustratynką na temat tego, że inni mają lepiej, bo mogą sobie kupić puder za trzysta złotych i zgarnąć hajs za udzielanie do babskich pism wywiadów na temat kosmetyków (koleżanka poetka Bargielska) podczas, gdy poeta Rybicki jest bezdomny i nie ma co jeść. Od siebie dodam, że zapieprzam czasem po 12h dziennie i nie mogę sobie pozwolić na kosmetyk za 300 zł, więc nawet gdyby jakieś babskie pismo chciało zrobić ze mną wywiad na ten temat, to nie bardzo byłoby o czym, bo moja kosmetyczka wygląda bardzo skromnie. Zresztą nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że nie wiem na jakiej podstawie ktoś czuje się uprawniony do wytykania innym, że mają lepiej/łatwiej? Oczywiście Ryba nie byłby sobą, gdyby nie dokleił w wierszu smutnej i tragicznej sytuacji robotników na Śląsku itd itp. Gdybym była cyniczna, to zapytałabym w jaki sposób fakt, iż poetka Bargielska nie kupi sobie podkłądu za 300 zł wpłynie na poprawę sytuacji robotników na Śląsku, ale nie zapytam. Na pewno na poprawę ich sytuacji nie wpłynie poezja poety Rybickiego.
Konkluzja: zaproszenie dzisiaj poeci zgodnie ustalili, że poetami zaangażowanymi nie są, aczkolwiek Marcin dodał, iż zdarza mu się pisać zaangażowane wiersze.
Jak widać zaangażowanie różnie się objawia. Osobiście wolę - jeśli idzie o słowo pisane - angażować się w poezję, a dla polityki zostawiam czyny.




28.11.2016

nowa inność już czeka we mnie


Anna Świrszczyńska - Nie dosięgniesz


W naszej kobiecej rozpaczy
tak wiele wstydu.
W naszej rozpuście
tak wiele śpiewu ptaków.
Twoje cierpienie
jest bezwstydne jak twoje ciało.
Krzyczysz
ze szczerością oseska. Wtedy
czuję dla ciebie pogardę.

Jednoznaczni i ociężali,
czy potraficie zrozumieć
te, których ciała są lekkie
jak wybuch śmiechu.
Wy nie znacie
elastycznego męstwa płomienia,
co w każdej chwili niszczy się,
aby odmienić.
To w nas jest jego sprężysta obfitość,
jego bogactwo.

Przy tobie
jestem inna, niż byłam przy innych,
od dziurki w nosie aż do pięty.
I nowa inność
już czeka we mnie.

Ale ty zabierzesz odchodząc
płytę z jedną tylko melodią
żałośnie zdartą.
Moje niebo miłosne
i miłosne piekło
kwitną wysoko. Nie dosięgniesz
nawet, by zniszczyć.



15.11.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 49


T.S. Eliot  - PIEŚŃ MIŁOSNA ALFREDA PRUFROCKA 

fragment

"Chodźmy więc, ty i ja, przed siebie,
W ten wieczór, rozciągnięty bezwładnie na niebie
Jak pacjent pod eterem na stole;
Chodźmy przez te uliczki, na wpół wyludnione,
Zapewniające mrukliwą osłonę
Bezsennym nocom w hotelach, gdzie płaci się od godziny,
I knajpach, gdzie pod nogą skorupy ostryg, trociny...
Uliczki, co się ciągną jak nudna dysputa,
W której adwersarz udaje, że słucha,
Po to, by cię przygwoździć, gdy zapyta o...
Nie pytaj: "O co zapyta?".
Chodźmy, przed nami wizyta. "

tłum. Stanisław Barańczak


Listopad. Trudno się chodzi, oddycha, żyje. Trudno się podejmuje decyzje. Schowana pod czapką, szalem, zaciskająca przedwcześnie odmrożone dłonie w zbyt cienkich rękawiczkach.
I są noce, gdy chciałoby się zamarznąć, zasnąć na szczycie góry. I są noce, gdy nawet mróz jest piękny, a światła nocnych autobusów przybierają ciepłą barwę. Nic nie jest takie samo jak wcześniej, jednego dnia nucisz, drugiego przebijasz głową mur. O szóstej rano, opakowana szczelnie ruszasz na podbój wtorku, środy,  potem czwartku. To czas ciepłych swetrów i mandarynek, czas czekoladowych świec i piosenek o przemijaniu.
Czas, gdy mgła nie pozwala ci zobaczyć największej pełni od 1948 roku, choć wracasz pieszo późnym wieczorem z nadzieją. W głowie brzmią frazy z Eliota, więc nie zamarzasz, nie zasypiasz na szczycie góry - maszerujesz chowając ręce w kieszeniach. 
Bo wiesz, że musisz być, tak jak kolejny wtorek, środa i czwartek. Jak kolejne listopady i grudnie. Jak kolejne zwrotki pieśni miłosnej. Więc wracasz. Do siebie.



11.11.2016

Hineni Hineni, I’m ready, my Lord


LEONARD COHEN 1934 - 2016


There’s a lover in the story
But the story’s still the same
There’s a lullaby for suffering
And a paradox to blame
But it’s written in the scriptures
And it’s not some idle claim
You want it darker

We kill the flame





07.11.2016

„Wciąż za mało na wiersz” – Magdalena Krytkowska „Szuflada świętej Anny”


„Poza kontekstem czasu/poddani próbie pamięci/tracimy znacznie” – pisze autorka w wierszu pt.: „Próba”, pisze nieco przewrotnie, ponieważ cały zbiór wierszy jest taką właśnie próbą utrwalenia obrazów, zapachów, refleksji; jest „przypominaniem” sobie i czytelnikom tych momentów, które mijają dla większości niezauważone. Dla większości, ale nie dla Magdaleny Korytkowskiej, która „pochyla się” nad nimi i z małych fragmentów, czasem migawek, czasem widokówek składa większy obraz.
Czas w tych wierszach odgrywa bardzo ważną rolę, z jednej strony pozwala usystematyzować urywki życia, z drugiej – staje się symbolem jego ulotności. Krytkowska w swojej książce często „godzi sprzeczności” zarówno na poziomie znaczeń, jak i na poziomie języka. Mamy więc „przyziemne niebo”, czy „ciszę przypominającą słowa” . Sporo w tej poezji gier słownych , choćby w wierszu „Niezapominajka” lub „Po”, są to jednak zabiegi poetyckie, dzięki którym, w tych – skromnych objętościowo - wierszach powstaje nowa przestrzeń, wydobywają się zupełnie nowe znaczenia, często przy pierwszej lekturze niezauważalne. Bardzo spójne w tej poezji jest połączenie treści z formą. Autorka między innymi poprzez językowe niuanse zwraca uwagę czytelnika na niedostrzegane detale codzienności. Piszę „między innymi” ponieważ jest tu również sporo metafor i symboli. W jednym z moich ulubionych wierszy z tego zbioru „Za zakrętem” poetka pisze:

samotna droga
wybiega na spotkanie
odpoczywających pół

na rozstajach strach
wypatruje wielkie oczy

Strach jako towarzyszące wyborowi (drogi) uczucie, a jednocześnie pola, więc nieuchronne skojarzenie ze strachem na wróble, choć przecież na rozstajach zwykle stoi kapliczka. I kolejny symbol czyli rozstajne drogi. Takie przykłady można by mnożyć.
Drugą – prócz czasu – ogromnie ważną płaszczyzną rozgrywania poezji Magdaleny Krytkowskiej jest natura. Zarówno natura ludzka, jak i przyroda, z którą podmiot liryczny jest nierozerwalnie związany; jest związany do tego stopnia, że natura go określa, uzasadnia jego istnienie. Odnoszę wrażenie, że to nie poza kontekstem czasu tracimy znaczenie, ale poza kontekstem miejsca, a każdy z wierszy jest próbą opisania tego miejsca, uświadomienia czytelnikowi, jak ważne jest ono dla podmiotu lirycznego.

Nie bez powodu na tytuł tej recenzji wybrałam fragment wiersza „Słowa na jesień” , ponieważ właśnie w tym tekście pojawia się refleksja, że wszelkie próby „zapamiętania słowami” to wciąż zbyt mało na wiersz. Być może dlatego wiersze w „Szufladzie świętej Anny” są tak krótkie, tak skondensowane, bo jeśli wszelkie próby opisu nie zaowocują wierszem, to długość tego opisu nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Ta kondensacja treści powoduje, że po pierwszej lekturze powstaje chęć ponownego wczytania się, sprawdzenia, czy aby na pewno nic nie umknęło, czy przez przypadek czytelnik nie „prześliznął” się jedynie po powierzchni nie zanurzając nawet stopy?
Napisałam o kontekście czasu i kontekście miejsca, które są istotne, dlatego, że tak naprawdę ten tom jest swego rodzaju kroniką przemijania. Prócz zatrzymanych w kadrach obrazów, są też wspomnienia tak samo istotne jak rzeczywistość. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że wspomnienia są częścią tej poetyckiej rzeczywistości.

Ten tom jest kroniką przemijania, ale Krytkowska nie tworzy sielankowych obrazów, są to nierzadko refleksje gorzkie, pozbawione złudzeń, a jednak pełne nadziei. Ten rodzaj pogodzenia podmiotu lirycznego z rzeczywistością sprawia, że zdając sobie sprawę z nieuchronności zdarzeń i tymczasowości rzeczy w pewnym momencie dociera do nas, że ta tymczasowość może być tylko umowna, że poza tym, czego – dzięki Krytkowskiej – dotykamy i w czym bierzemy udział, jest jeszcze owo „coś” poza granicą, poza „cierpkim fioletem”. Poetka tego „czegoś” nie precyzuje, nie dopowiada, zaledwie sygnalizuje możliwość istnienia, do czytelnika należy ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii., bo przecież „nie przeniknę szyby/zaparowanej/różnicą temperatur” ( wiersz „bez widoków”). Wspomniałam, że autorka z małych obrazków tworzy obraz, a właściwie kolaż, Początkowo ten tom kojarzył mi się z układaniem puzzli, ale po kolejnej lekturze uznałam, że właśnie kolaż będzie najlepszym określeniem, ponieważ te wiersze są również bardzo „barwne”, mnóstwo tu kolorów, każda rzecz, każdy pejzaż ba, nawet każda myśl ma swoją barwę. Niebieska włóczka, jak w wierszu „Szuflada świętej anny”, przysłany wiersz o błękitnych skarpetkach i nagle orientujemy się, dlaczego tytuł wiersza stał się tytułem książki.

„doceniam ciepło słów/ w chłodne wieczory otwieram szufladę/ jestem w Betlejem” – w tym wierszu najbardziej widoczna jest owa nadzieja, owo „coś”, ciepło słów czyli swoista modlitwa, bo u Krytkowskiej wszystko może być modlitwą: rozmowa z samym sobą, z kimś, kto dawno odszedł, a jednak żyje w pamięci, która sprawia, że nadal jest obecny; wreszcie szczególnego rodzaju „rozmowa” z naturą, poprzez pozbawione idealizowania obcowanie z nią, takie zwyczajne, codziennie, a jednak w jakiś sposób celebrowane. Poetka tę codzienność celebruje poprzez poświęcanie jej uwagi, poprzez to „pochylanie się” nad detalami.  Poza tym wszystkim, w poezji autorki uderza duża doza – miejscami nieco smutnego - poczucia humoru i autoironii, które sprawiają, że czytelnik ma możliwość zachowania pewnego dystansu. Ten dystans jednak nie powoduje dylematu, czy poetka mówi serio, czy próbuje sobie z czytelnika zażartować, bo nawet jeśli takie próby są, to stoi za nimi powaga rzeczy. I to jest właśnie „godzenie sprzeczności” na wielu poziomach, gdzie antagonizmy stają nagle w przedziwny sposób kompatybilne., co najlepiej obrazuje wiersz pt.: „podróżnie”

każdego dnia odnajduję we wschodach
niepokój odkrywcy
w zachodach cierpliwość wędrowca

poznaję jak prawdziwe jest to
co się nie wydarzyło




Magdalena Gałkowska

04.11.2016

wiersz na wkurwie

z reguły nie piszę wierszy "zaangażowanych", ale są granice.

cztery tysie

isnpired by Kazik

wstałam dziś jak zwykle o 5.15
z ponurym wyrazem na zaspanej kaście
włączyłam wiadomości, a tu co się dzieje?
naczelna konduktorka i konus szaleją.
płacić chcą niewiastom, gdy urodzą tego,
który się był począł z czynu lubieżnego.
ja codziennie gwałcę poezję współczesną,
a za moje cierpienie zapłacić mi nie chcą.

Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.

Krzyczy opozycja, drą się feministki
już trudno rozróżnić kto wydaje piski,
redaktory w radiu nie wiedzą do rzec
a tymczasem w sejmie trwa już gruby wiec.
poparli, uchwalili, a ja tutaj z wersem
walczę jak młoda matka z obsranym pampersem.
i w pocie czoła tworzę i po rymów porcji
staram się nie dokonać na wierszu aborcji.


Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.

ty kodowcu, co się buntujesz w weekendy
weź nas pod uwagę, nie dla czczej gawędy
to piszę, ale w trosce o dobro poety,
co przymiera głodem, dopalając pety,
dojadając kanapki po korpo menedżment,
już sprzedał po babci przechodzony segment,
poświęca się dla sztuki, żyły se wypruwa,
gdy Seba z pod garażu bezkarnie posuwa.

obiecałaś Beata hajs za donoszenie,
a ja noszę w sobie egzystencji drżenie
co mi przenika członki, dociera do mózgu,
a tam się wybija pod postacią bluzgów.
Beata, sama sobie donoś, co poczynasz,
a poecie zapłać, to jakoś wytrzyma
ten klimat idealnie jak z Monty Pythona,
zawsze ci zostaje jeszcze lobotomia.


Beata, dawaj moje cztery tysie.
Beata, dawaj moje cztery tysie.





03.11.2016

trzy wiersze na jesień



Robert Lowell - Egzorcyzm

I

Jesteśmy tym, co kochamy. Gdy Listopad
porannym szronem zastyga, maleję;
weselny szał powoli obnaża białe zęby,
w niewidzialnej paradując kolczudze —
zieleń w jałowość się przeistacza,
w szary krajobraz Nowej Anglii.
Wskazujesz palcem: Jesteś tym, co kochasz:
Wiem, co to dla kobiety być opuszczoną,
czekać w przedsionku lęku:
Na ile jestem kochana, na tyle jestem —
kobieta uromantycznia swego egzorcystę,
dwie dusze w kokonie tajemnicy.
Twa kobieta tańczy dla ciebie, z dzieckiem na ręku,
tańczy dla ciebie, Dziecko-Czaszka-Uśmiech.

II

Dziś rano, jak w domu w Bostonie, śnieg,
czyste czary-koszmary zim z przedszkola;
me okno bieli się jak ekran w kinie,
oślepiające, poplamione, wyklucza wszelki inny widok —
mogę rzucić co chcę na ten pusty ekran,
ale i tak pokaże tylko to co już wybrane:
Melodramat, ona na szpilkach,
tańczy postrzałowe rany na parkiecie.
Me słowa są angielskie, lecz wątek zaczarowany:
jeden mężczyzna, dwie kobiety, zwykły powieściowy wątek.
Jesteś tym, co kochasz...
Nie możesz nosić talentu z sobą jak walizki
Nie waż się przesłać nam miłości, której życie ci odmawia;
czy ty naprawdę wiesz, co zrobiłeś?

tłum. Bolesław Taborski



Frank O'Hara - Moje serce

Nie będę płakał na okrągło
ani się na okrągło śmiał,
nie lubię bardziej jednego "tonu" od drugiego.
Chciałabym mieć bezpośredniość kiepskiego filmu,
nie tylko niekasowego gniota,lecz również
zapowiadanego z pompą supergiganta.Chcę być
przynajmniej tak żywy jak ten brud. A jeśli
jakiś miłośnik mojego bałaganu powie "To wcale
nie przypomina Franka!",tym lepiej!Czy
noszę tylko ubrania szare i brązowe?
Nie.Do opery wkładam robocze koszule,
często.Chcę chodzić na bosaka,
chcę być ogolony,a moje serce-
nie można polegać na sercu,ale
ta jego lepsza część, moja poezja, jest otwarta.

[1 listopada 1955]

tłum. Piotr Sommer



T.S. Eliot - Wydrążeni ludzie

Pan Kurtz- on umrzeć
"A penny for the Old Guy"

I

My, wydrążeni ludzie
My, chochołowi ludzie
Razem się kołyszemy
Głowy napełnia nam słoma
Nie znaczy nic nasza mowa
Kiedy do siebie szepczemy
Głos nasz jak suchej trawy
Przez którą wiatr dmie
Jak chrobot szczurzej łapy na rozbitym szkle
W suchej naszej piwnicy

Kształty bez formy, cienie bez barwy
Siła odjęta, gesty bez ruchu.

A którzy przekroczyli tamten próg
I oczy mając weszli w drugie królestwo śmierci
Nie wspomną naszych biednych i gwałtownych dusz
Wspomną, jeżeli wspomną,
Wydrążonych ludzi
Chochołowych ludzi.

II

Oczu napotkać nie śmiem w moich snach
W sennym królestwie śmierci
Nigdy się nie ukarzą:
Tam na złamanej kolumnie
Oczami będzie blask słońca
Tam tylko chwieją się drzewa
I głosy, kiedy wiatr śpiewa,
Są dalsze i uroczyste
Niż gwiazda blednąca.

I obcym nie był bliżej
W sennym królestwie śmierci
Niechaj jak inni noszę
Takie umyślne przebranie
Patyki stracha na polu
Szczurzą sierść, pióra wronie
Niechaj jak wiatr wieję się skłonię
Nie bliżej -

Niech ostatecznie ominie spotkanie
W królestwie ni światła ni cienia

III

Tutaj kraina nieżywa
Kraina kaktusowa
Tu hodują kamienie
Obrazy, ich łaski wzywa
Dłoń umarłego błagalnie wzniesiona
Pod migotem gwiazdy blednącej.

Czy tak samo jest tam
W drugim królestwie śmierci
Czy budzimy się zupełnie sami
W godzinę kiedy wszystko w nas
Jest czułością i czystymi łzami
Usta chcą pocałunku
A modłą się do złamanego kamienia.

IV

Nie tu są oczy
Nie ma tu oczu
W tej dolinie umierających gwiazd
W tej wydrążonej dolinie
Złamanej szczęce naszych utraconych królestw

W tym ostatnim miejscu spotkania
Na oślep szukamy
Nieufni i niemi
Na żwirach zgromadzeni pod opuchłą rzeką

Na zawsze niewidomi
Bo nie ukażą się oczy
Gwiazda nieustająca
Wielolistna róża
Królestwa śmierci bez świateł ni cienia
Nadzieja tylko
Pustych ludzi

V

Więc okrążajmy kaktus nasz
Kaktus nasz kaktus nasz
Więc okrążajmy kaktus nasz
O piątej godzinie rano

Pomiędzy ideę
I rzeczywistość
Pomiędzy zamiar
I dokonanie
Pada Cień

Albowiem Tuum est Regnum

Pomiędzy koncepcję
I kreację
Pomiędzy wzruszenie
I odczucie
Pada Cień

A życie jest bardzo długie

Pomiędzy pożądanie
I miłosny spazm
Pomiędzy potencjalność
I egzystencję
Pomiędzy esencję
I owoc jej
Pada Cień

Albowiem Tuum est Regnum

Albowiem Tuum est
Życie jest
Albowiem Tuum est
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat

Nie hukiem ale skomleniem.

tłum. Czesław Miłosz



26.10.2016

I've got to use my imagination


Usłyszałam ten utwór w radiowej Trójce jakiś czas temu i pomyślałam, że fajny kawałek, nawet miałam go odnaleźć, ale jakoś wyleciało mi z głowy. Dzisiaj wracając z pracy, z Trójką w słuchawkach rzecz jasna, usłyszałam kolejny raz i już ze mną został.
Znacie ten stan, gdy jakiś utwór tak Was "weźmie", że słuchacie kilka razy pod rząd? :)
Najpierw pomyślałam, że mógłby go zaśpiewać Neil Young, to było pierwsze skojarzenie, a na pewno to mój powrót do muzyki, którą pamiętam "z domu". To zdecydowanie klimaty mojego ojca, a ja słuchałam tego, czego on słuchał. Potem znalazłam "swoją" muzykę, ale od pewnego czasu, tamte dźwięki do mnie wracają i odnajduję je u współczesnych wykonawców.
A może po prostu się starzeję? :) W każdym razie takie starzenie się bardzo lubię :)



Niebawem płyta.
Miłego słuchania.


23.10.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 48


czyli: a jednak wszystko jest literaturą?

Skończyłam właśnie lekturę książki o Beksińskich i nadal nie mogę się od niej oderwać. Wielbiłam audycje Tomka Beksińskiego i był dla mnie odkrywcą tych rejonów w muzyce, których bez niego bym nie poznała. Dzięki niemu znalazłam w końcu dźwięki, które były "moje". Nigdy jakoś nie kupowałam jednak tego jego image'u mrocznego księcia, nie pociągało mnie to, być może dlatego, że w tamtym czasie miałam takich mrocznych książąt pod dostatkiem obok siebie. Oczekiwałam, że będzie mnie prowadził przez krainę muzyki i dokładnie to dostawałam. Po lekturze widzę go zupełnie inaczej, całą tę "teatralność" postawy, przy zarzekaniu się i zapewnieniach o szczerości, zakładanie kolejnych masek, a jednocześnie nadmierny ekshibicjonizm emocjonalny, wywnętrzanie się. Uderzyło to we mnie ze zdwojoną siłą nasuwając od razu porównanie z poezją, z tym rodzajem ekshibicjonizmu, który uprawiam, nie tylko ja zresztą, ale wszyscy poeci piszący wiersze konfesyjne. Mój wieloletni przyjaciel, niepoeta, ten sam, który mawiał, że przy mnie strach coś powiedzieć, "bo to się zaraz potem ukaże w Tygodniku Pilskim", i który nie raz miał pretensje do mnie, że naszą relację "sprzedaję" w wierszach, wiele razy pytał mnie jak to jest sprzedawać swoją intymność, zarzucał, że uprawiam intelektualną i emocjonalną prostytucję. Wiele razy się o to kłóciliśmy i to z hukiem, obrażaniem się, trzaskaniem drzwiami, bo za każdym razem czułam, że muszę się jakoś bronić przed jego zarzutami, że przecież to nie do końca tak, że owszem - wywalam bebechy, ale robię to "literacko", że przecież wszystkie środki poetyckie właśnie temu służą, by nie mówić wprost. A jednak bebechy, to bebechy i nie ma znaczenia, jak ładnie zostaną pokolorowane. Na początku pisania chodziło mi jedynie o to, by w końcu jakoś uwolnić się od mroku, który jako nastolatka wciągałam jak raper kokę, jakoś się z tego mroku "wypisać" i w ten sposób zerwać ten wymagający związek. Nie wiedziałam wtedy, że nigdy się to nie uda, ale dowiedziałam się, że  przynajmniej pomoże ten mrok "oswoić" i konstruktywnie "zużyć" literacko. No i oczywiście już nie wyglądam jak skrzyżowanie Roberta Smitha z Nosferatu. Do znudzenia powtarzamy ten sam banał, by nie utożsamiać podmiotu lirycznego z autorem, jednocześnie wcale nie udając, że to nie o nas, nie odżegnując się od tego, zwłaszcza, gdy uprawia się cyt:"poezję codzienności" i jest się "poetką - banalistką". Przerabiam życie na literaturę, Zdzisław Beksiński przerabiał je na obrazy, a Tomasz na teatr, który praktycznie nieprzerwanie odgrywał.
Zanim mój przyjaciel wyemigrował, kiedy mnie wkurzał, groziłam mu :"nie wkurwiaj mnie, bo wiersz z ciebie zrobię" , co z reguły - o dziwo - skutkowało.
Moje życie nie jest literaturą, jest życiem, a tylko jego fragmenty stają się wierszami, więc jeżeli kiedykolwiek mieliście ze mną do czynienia, możecie być pewni, że prędzej czy później traficie w taki, czy inny sposób do jakiegoś wiersza.
Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli tego za złe.

M. jeśli to czytasz, to szczególnie pozdrawiam :)

Robert Lowell "Samobójstwo"  
fragment

[...] Czy zasługuje na zaufanie
dlatego że nie próbowałem samobójstwa –
czy też obawiam się
że ów egzotyczny akt
wykaże moją nieudolność,

bo nie wiem jeszcze, że błąd
naprawia praktyka,
jak nasze pierwsze amatorskie zdjęcia,
bez głowy, z połową głowy, przekrzywione
i prześwietlone fleszem?[...]




odpowiedź Pani Ewy Iwanciów - pomysłodawczyni Tyskiej Zimy Poetyckiej


Szanowni Państwo,

nawiązując do listu otwartego p. Magdaleny Gałkowskiej i apelu popartego przez  wiele osób,  czuję się w obowiązku wyjaśnić co następuję.

Ze względu na  znaczącą reorganizację Teatru Małego od 1 września br.,  postanowiłam w październiku zakończyć pracę w instytucji,z którą związana byłam od 23 lat,  organizując  kilka ważnych imprez cyklicznych, wśród nich - od 2000 roku - Tyską Zimę Poetycką.
Na wiadomość o mej decyzji, jurorzy zaproszeni do XVII edycji  konkursu: Piotr Sommer, Barbara Klicka i Miłosz Biedrzycki wycofali swój udział, sugerując, że ponieważ nie wiadomo, jak potoczyłyby  się losy TZP, należy  konkurs i serię „Biblioteka Tyskiej Zimy Poetyckiej” w naturalny sposób zakończyć  na 2016 roku (wydanych zostało  dobrze ocenianych 16 tomów pokonkursowych).  Po konsultacji jeszcze  z kilkoma osobami związanymi z konkursem, przychyliłam się do tego zdania, bowiem  sama czuję ryzyko i obawę przez nieznanym ciągiem dalszym.

Nie chcąc narażać uznanego konkursu i osób, za sprawą których znakomicie zaistniał  w kraju na  niewiadomą, postanowiłam, że konkurs pod tą nazwą i w tej formule nie będzie kontynuowany.Decyzję tę podjęłam z ogromnym bólem serca, ale z pełną świadomością i rozwagą.

Za zainteresowanie i niezwykle ciepłę słowa  o konkursie dziękuję p. Magdalenie Gałkowskiej i wszystkim jej list popierającym. Dziękuję za wiele lat współpracy. Do zobaczenia „na szlaku”!

Z poważaniem

Ewa Iwanciów




22.10.2016

hiperwentylacja


Ours is the fire, all the warmth we can find,
He is a feather in the wind.

                             Led Zeppelin


podobno Donald Trump molestował kobiety, a nas kto
pokocha? zimna pinda z kanciastą bryłką w środku,
niedostępny redaktor w fazie emocjonalnego pobudzenia?
podziemne przejście śmierdzi moczem i już wiem, że tam

nic mnie nie spotka, mogę spokojnie krwawić i odkażać
alkoholem drobne rany, boskie, rany, julek nie daruję
ci tej nocy, ani następnych, bo przychodzisz zawsze
gdy pragnę innego, a upośledzony sąsiad wyzywa matkę

od kurew. zainspirowany debatą kandydatów na prezydenta
stanów, jednoczących we wspólnej destrukcji. więc kto
pierwszy położy dłoń i złorzeczenie? to jedynie niewielkie
nacięcia, all of my love, więc miejcie się, na baczność.


List otwarty do Dyrekcji Teatru Małego w Tychach

  
W związku z informacją zamieszczoną na internetowej stronie Teatru Małego w Tychach o treści cyt.:

"Teatr Mały, ze względu na zachodzące zmiany organizacyjne, odwołuje XVII Ogólnopolski Konkurs na Tomik Wierszy TYSKA ZIMA POETYCKA – po debiucie i unieważnia regulamin. Prosimy uprzejmie o nienadsyłanie maszynopisów w 2016 roku.

Dyrektor Teatru Małego nie wyklucza zorganizowania w przyszłości konkursu literackiego w innej formule."


zwracam się do Dyrekcji Teatru z apelem o nieodwoływanie i nielikwidowanie konkursu Tyska Zima Poetycka - po debiucie.
Konkurs przez wszystkie lata jego trwania wpisał się na stałe w kalendarz wydarzeń literackich w naszym kraju i dzięki laureatom oraz składom jurorskim, a także wysokiemu poziomowi merytorycznemu wydawanych książek zyskał miano prestiżowego. Nadmienię tylko, że laureatami Konkursu zostali m.in. Jacek Dehnel oraz Wioletta Grzegorzewska, nominowani w kolejnych latach do Nagrody Literackiej NIKE, że laureaci poszczególnych edycji konkursów, to poeci czynnie zaangażowani w tworzenie współczesnej kultury, które to działania umożliwiła im również Tyska Zima Poetycka poprzez propagowanie ich twórczości. Istnieje dzisiaj wiele konkursów literackich, tych prestiżowych, tych mniej oraz takich, których poziom merytoryczny i literacki pozostawia wiele do życzenia. Proszę więc nie  niszczyć przedsięwzięcia na poziomie, które dla twórczości wielu współczesnych poetów staje się furtką do pokazania jej czytelnikom.
Proszę nie niszczyć przedsięwzięcia, które przyczynia się do wydawania poezji współczesnej, która jak wiemy jest obecnie marginalizowana i niedoceniana, a w związku z tym (poza paroma nazwiskami) wydawana sporadycznie.
Nawet jeśli literaturę określa się mianem "zaangażowanej", to dotyczy to jej treści i nie powinno wpływać na działania wokół jej tworzenia i udostępniania czytelnikom.
Proszę więc nie pozwolić na to, by zawirowania polityczne oraz personalne skazały Tyską Zimę Poetycką na niebyt.

Z poważaniem
Magdalena Gałkowska
Laureatka XIV Tyskiej Zimy Poetyckiej
poetka


sympatyczniak - czyli "Beksińscy. Portret podwójny"


Właśnie jestem w trakcie lektury książki Magdaleny Grzebałkowskiej o Beksińskich i gdyby nie konieczność robienia tak prozaicznych rzeczy jak tak zwane życie codziennie, to w ogóle bym się od tej książki nie odrywała.
Warto przeczytać jesli ktoś zna Beksińskich, warto, jeśli ktoś ich nie zna, a chciałby.
Świetnie napisana, fascynująca książka, dla mnie głównie o Tomku, którego wielbiłam, a przy okazji o Zdzisławie, którego twórczość rozpadła mnie na kawałki, a że nigdy nie byłam szczególną wielbicielką malarstwa, była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, prawie szokiem.
Jednym słowem - czytajcie.

fragment:

"Dziennikarze prasowi są rozczarowani. A telewizyjni to się nawet trochę obrażają. Bo nie tak sobie malarza tych strasznych obrazów wyobrażali.
Zdzisław w liście do Szydły: "Wszyscy oczekują dziwnego faceta w pelerynie i z minami a la Starowieyski, zamieszkującego wraz z sową, wilkiem i kilkoma demonicznymi przyjaciółkami poddasze wypełnione starymi zegarami, pajęczynami i trupimi główkami, który to facet ma wewnętrzne inklinacje do bycia Kapłanem Sztuki Metaforycznej i wykładów uduchowionych na ten temat, takie skrzyżowanie Liszta z Towiańskim. Tymczasem ich oczom jawi się przeciętne wnętrze zastawione meblami Białystok nabytymi w handlu uspołecznionym i wypełnionymi płytami, magnetofonami, aparatami fotograficznymi, boksami, kolbami do lutowania, a wewnątrz porusza się sympatyczniak (miejmy nadzieję, że jestem taki, jak chciałbym, żeby mnie widziano) pełen konstruktywnej chęci nakręcenia filmu"

Magdalena Grzebałkowska "Beksińscy. Portret podwójny" Wydawnictwo Znak.



 

21.10.2016

Wierszostań w Teatrze Polskim


Jest w Poznaniu pewna niesamowita kobieta, poetka Joasia Żabnicka, której wiersze i entuzjazm obudziły nawet takiego zombiaka jak ja do tego stopnia, że 10 listopada w Teatrze Polskim w Poznaniu wystawię się na widok publiczny, gdyż Joasi się nie odmawia :)
Przybywajcie z wierszami i dobrym humorem. Obiecuję coś z siebie wykrzesać i zanadto nie przynudzać, więc myślę, że ryzyko będzie niewielkie, a Joasia pisze tak:

WIERSZU - STAŃ SIĘ!


To już! Startujemy z wyjątkowym slamem w Teatrze Polskim w Poznaniu – jeśli scena Cię kręci, publiczność kocha, a z mikrofonem wyglądasz wyjątkowo nęcąco, weź udział w WIERSZOSTANIU!

Czekamy na zgłoszenia poetyckie wszelkiej maści: od poezji konkretu do melorecytacji. Wszystko jest kwestią twórczej wyobraźni i jej wyładowań w czasie do trzech minut. Zgłoszenia zawierające imię, nazwisko i jedno zdanie o sobie wraz z proponowanym utworem w formacie .doc(x) lub .pdf ślijcie na adres: wiersze.w.polskim@gmail.com.

Warunkiem wzięcia udziału w slamie jest stawienie się
10 listopada o 19.30 w Piwnicy pod Sceną w Teatrze Polskim w Poznaniu przy ul. 27 Grudnia 8/10.


Więcej informacji wkrótce. Miejcie się na baczności.


Gościem pierwszego spotkania będzie poetka MAGDA GAŁKOWSKA.

ZAPRASZAM

bo co mi innego pozostało? :)



14.10.2016

Bob Dylan laureatem literackiego Nobla.


Osobiście bardzo się cieszę, że kapituła Nagrody Nobla podjęła tę kontrowersyjną dla niektórych i nieoczywistą decyzję., ponieważ świadczy to o tym, że jej członkowie otwierają się na - najogólniej rzecz biorąc - nowe :)
Oczywiście są wielcy i mniejsi przegrani, są głosy kto "powinien" otrzymać oraz, że Dylan "nie powinien". Kategoria "powinien/nie powinien" jest tak subiektywna, że w tym przypadku nie ma zastosowania. Natomiast Nobel dla Dylana subiektywnie mnie raduje.

Gratulacje Bob i słuchamy.



Deep in the night I search for a trace
Of a lingering kiss, a warm embrace
But love is a whimsy, as flimsy as lace
And my arms embrace an empty space


10.10.2016

miłość


"zakochani ludzie chcą patosu,
ja się staram być przyziemny 
i mam na to sposób"
                                      Taco Hemingway


jutro deszcz i zachmurzenie w całym kraju,
deszcz i zachmurzenie, smutne piosenki
prosto z radia. ja cię kocham, a ty śpisz,
ty mnie kochasz - ja się budzę głodna

i smażę jajecznicę, zaspokajam kolejną
potrzebę. obiecałam ojcu, że będę dbać
o siebie i nie będę przeklinać, ale ktoś
na klatce wyjebał ogłoszenie o zamykaniu

drzwi o dwudziestej, jakby nie wiedział,
że niszczy życie seksualne mieszkańców
tego zadupia, gdzie wszyscy są i nikogo
nie ma, gdzie nawet Stephen King w końcu

bredzi jak Coelho, a wiersze o miłości
brzmią jak oda do mielonki z promocji
w Lidlu. tanie kochanie, tylko nie mów
sąsiadom, bo się zlecą i zabraknie. dla nas.


FESTIWAL FABUŁY / 11–15 października 2016 r. Poznań CK ZAMEK





Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu zaprasza na
FESTIWAL FABUŁY /  11–15 października 2016 r.

Idea Festiwalu Fabuły wyrosła z przekonania, że snucie i słuchanie opowieści jest jedną z naszych podstawowych i oczywistych potrzeb, a literatura spełnia ją pierwsza i najpełniej. Chcemy posłuchać dobrych historii i spotkać się z wybitnymi twórcami. Co dwa lata zapraszamy autorów najciekawszych i najważniejszych według nas książek prozatorskich wydawanych w Polsce. Pytamy co, dlaczego i jak sobie opowiadamy. Pytając o literaturę, pytamy również o politykę i przemiany społeczne, stare problemy filozoficzne i nowe idee. Fabuła, narracja, dyskurs to przecież pojęcia odnoszące się nie tylko do literatury, ale także filmu, teatru, reklamy, gier komputerowych, używane w psychologii czy socjologii. Dlatego do udziału w festiwalu zapraszamy również wybitnych krytyków, wykładowców akademickich, dziennikarzy, którzy rozmawiają z pisarzami i czytelnikami.

Zależy nam na jak najszerszej prezentacji współczesnej prozy: nie tylko powieści, ale i eseju, biografii, reportażu, gatunków popularnych. Ważne jest także zestawienie ze sobą różnych poetyk, pokoleń oraz światopoglądów, a więc rozmaitych sposobów widzenia współczesności i jej najważniejszych problemów, a przez to wzbogacenie i poszerzenie umiejętności świadomego odbioru nie tylko literatury, ale i dyskursu publicznego.

Doświadczanie i rozumienie świata polega na konfrontowaniu oraz wymianie fabuł. To właśnie opowieści rządzą intelektem, wyobraźnią i emocjami, a książki z dobrze opowiedzianą fabułą są niezastąpione. Posłuchajmy swoich historii. Spotkajmy się w ZAMKU.

Gośćmi festiwalu będą:
KRZYSZTOF ŚRODA / 11.10.2016
PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI, JAN GONDOWICZ I RYSZARD KOZIOŁEK / 11.10.2016
JAKUB MAŁECKI, ANDRZEJ MUSZYŃSKI, MACIEJ PŁAZA / 12.10.2016
MAŁGORZATA SZEJNERT / 12.10.2016
MACIEJ HEN / 13.10.2016
SYLWIA CHUTNIK / 13.10.2016
PIOTR SOMMER / 14.10.2016
ŁUKASZ ORBITOWSKI / 14.10.2016
MICHAŁ WITKOWSKI / 14.10.2016
MARTA TYMOWSKA-WICHA I MARCIN WICHA / 15.10.2016
WIOLETTA GRZEGORZEWSKA, WERONIKA MUREK, PATRYCJA PUSTKOWIAK / 15.10.2016
WIT SZOSTAK / 15.10.2016
STEFAN CHWIN / 15.10.2016

ZAPRASZAMY


02.10.2016

59 numer sZAFy już w sieci


A w numerze m.in.

POEZJA

Ewa Brzoza-Birk, Monika Luque-Kurcz, Wojciech Kass,
Katarzyna Kuroczka, Alicja Łukasik, Ewa Parma

 PROZA

Jacek Durski, Malte Persson (Przełożyła: Natalia Kołaczek),
Aneta Lejwoda-Zielińska, Karol Maliszewski, Paweł Orzeł, Beata Zdziarska

 FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Misz Ajdacki, Łukasz Cyrus, Maciej Hoffman, Danka Jaworska,
Witold A. Pazera, Anna Stankiewicz-Odoj, Janusz Tyrpak

 sZAFa PRESENTS

Leszek Jodliński - Jak opowiedzieć współczesną historię Górnego Śląska?
Ewa Parma - Pejzaże Marka Wesołowskiego
Maja Staśko - Otua. Autoterapeutyczność a autotematyczność wokół Szklanych ust Lecha Majewskiego (V)


 ESEJE-FELIETONY-RELACJE

Paweł Dąbrowski - Wola urzędnika
Ewa Frączek - Polska literatura młodzieżowa a szczerość vel ekshibicjonizm
Magda Harmon - Szarość
Leszek Jodliński - Za duży surdut Pana Młodego
Wioletta Leśków-Cyrulik - Napisz coś dla przyjemności
Anna Możdżeń - Koty i sztuka
Aleksandra Urbańczyk - Spotkanie z Czechowem. Historia jednego spotkania autorskiego.
Kamila Wasilewska-Kaczmarczyk - Zysk na szerszą skalę


 TEATR, FILM

Arkadiusz Frania - Niedorzeczne dorzecza dorzeczności Luisa Buñuela

 KRYTYKA LITERACKA-RECENZJE

Paweł Dąbrowski - Igły i szpilki wspomnień. Marek Czuku Igły i szpilki
* Istota istnienia i relacji. Małgorzta Południak Mullaghmore
Justyna Kasperek - Miraże pamięci. Igły i szpilki Marka Czuku
Klaudia Raczek - Pamięć wybiórcza i chaotyczna. Historie ważne i nieważne Andrija Bondara
Jakub Sajkowski - Czego igłą nikt nie poukłada. Renata Senktas Clarity
Aleksandra Urbańczyk - Zjawisko literackie: Izaak Babel * Polka, Węgierka – dwie bratanki…  Krisztina Tóth Linie kodu kreskowego. Piętnaście historii.


To i jeszcze więcej na: http://szafa.kwartalnik.eu/59/spis.html

ZAPRASZAMY DO LEKTURY 



29.09.2016

poranna niemodlitwa


zbudź mnie. zanim wrzesień nawlecze
poranną mgłę na mosty i przerobi
na prawo, bez zdejmowania oczek.

zbudź, zanim umrę we śnie
od upadku w otchłań, otulona
zbyt mocno ciasnym splotem świtu.

zanim dzień zaplącze i pomyli ścieg
zbudź mnie i oddaj ufnie
niepewnemu światłu.


17.09.2016

agrest


Some do anything not to be lonely, 
some do anything just to stay in the game
                                New Model Army "Devil"

wal się! to tylko moje krople.
na sen, na spleen i brak koloru.
codzienne poranki, gdy na szybach
skrapla się tęcza. biorę ją

w gardło jak w garść i trzymam się
względnie prosto. liczbę dwunastu
butelek miesięcznie tłumaczy nowa
numerologia i fatum. w każdej chwili

mogę je zastąpić. zawekować, kandyzować,
pozwolić, by pękały na języku. zabić
małe, zielone, podlewane o świcie.
wal się! ja tylko czekam na tęczę.


03.09.2016

lubrykat


dlaczego piękne kobiety nie zostają
świętymi? nawet w lesbijskim niebie
fisting to fis-moll, gdy dźwięk
się wydłuża jak bolesna miesiączka

i trwa w nieskończoność. miało brzmieć
tak pięknie, pozornie niewidoczne drgania
pod skórą, gdy dotyk się wydłuża w ulubiony
akord. czarny, biały i znów czarny, palce

tańczą jak na moście w Avignion. piękne
kobiety nie zostają świętymi, tuszują
rzęsy w oczekiwaniu na sygnał. noc,
deszcz na betonie, deszcz na betonie.


26.08.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 47


czyli: piłeś/jarałeś? - nie pisz. nie piłeś/nie jarałeś? - wypij/zajaraj, ale nadal nie pisz.

W sumie od dawna chciałam poruszyć ten temat, ale jakoś się nie składało, a dziś przypomniało mi się parę sytuacji, to poruszam. Zdarzało mi się napisać wiersz będąc "pod wpływem",  W czasie rzeczywistym jawił mi się rzecz jasna jako arcydzieło, rozwalał system, przez godzinę czułam się najlepszą poetką świata. Na szczęście poranek "po" weryfikował pijackie mrzonki i z zażenowaniem kasowałam pliki z arcydziełami światowej poezji. Nigdy natomiast nie zdarzyło mi się napisać niczego pod wpływem - nazwijmy to - używek innego rodzaju, gdyż moje rzadkie przebywanie w świecie alternatywnym zwykle kończyło się mało poetycko. Otóż dwóch poetów z Siedlec w drodze wyjątku zabrało mnie na męską wyprawę w słowackie Tatry, a że akurat miałam urodziny to po wędrówkach zafundowali mi wieczór z absyntem i jointem. Wypiłam, zapaliłam i nic. Panowie już w stanie błogiego rozanielenia, a ja NIC, myślę sobie "kurde towar się na mnie marnuje, za twarda jestem", dopóki nie poczułam chłodu i nie postanowiłam, że pójdę do pensjonatu po sweter. Otóż okazało się,iż moje stopy są tak duże, że nie mieszczą się na schodach. No co za nietakt!
Jakiś czas później jeden ze wspomnianych poetów siedleckich odwiedził mnie w Poznaniu i zażyczył sobie "nad Rusałkę", a, że zostało mu jeszcze trochę z tej Słowacji, to dokończyliśmy, bo co się ma zmarnować? Jak żyję, takich pięknych drzew nie widziałam! Jakie kształty i kolory! Otóż była i powabna żyrafa i pękaty królik i - nie wiedzieć czemu - ogromna kura. Problem w  tym, że jaki to materiał na wiersz? Stopy Yeti i żyrafa z gałązek? Rimbaud walił absynt i pisał genialne wiersze. W sumie wtedy to wszyscy walili absynt, bo niczego innego zdaje się nie było, ale wszyscy to nie Rimbaud. Jak widać legendą nie zostanę, gdyż jak mawiał mój serdeczny kumpel z czasów punkowych, czyli kolega Dawid:"ja jestem co prawda nawalony, ale trzeźwo myślę!".  Całe poetyckie życie na autopilocie, wiersze na trzeźwo, a jak nawet na względnie trzeźwo, to i tak potem poprawiane. Nudna moi drodzy jestem, ale jak wspomnę tę żyrafę, a już najbardziej tę gigantyczną, mieniącą się kolorami kurę, to sobie myślę, że jednak stać mnie na odrobinę szaleństwa, a to się liczy, nawet jeśli nie przekłada bezpośrednio na światową poezję.
Konkluzja? Poeci z Siedlec to zło.


25.08.2016

24.08.2016

wiersz na sierpień


nieco spóźniony, ale za to jeden z ulubionych wierszy jednego z ulubionych poetów:


Craig Raine - Eine kleine Prosa

Winem i papierosami rozwiązaliśmy problem. Wiersz prozą
może być niepoetycki - może być wszystkim, co jest za krótkie
na krótkie opowiadanie.
Niemcy mówia na to eine kleine Prosa
Na przykład. Basen pod gołym niebem. Mojego syna,
jedenastolatka, pozdrawia młodszy od niego chłopiec, który
uśmiecha się i mówi: "Cześć, Isaac, to ja, tylko bez włosów."
Przez cale popołudnie chłopcy bawią się razem. A Isaac
próbuje zapanować nad drżeniem swego głosu.
Chłopczyk, który nie musi zakładać czepka kąpielowego.
Młodszy brat dziewczynki z klasy Isaaca.
Eine kleine Prosa.

13.08.2016

talking heads



tak się rozmawia nie mówiąc wprost
- diabeł tkwi w szczegółach, nieudolnych próbach
na gapę do Hadesu, gdy moneta moknie na szynie,
podrzucona ręką znudzonego chłopca.

dziś jest noc przed gniciem owoców, więc zbieramy
szybko i pakujemy do ust, wypełniając na zapas
wszystkie głodne miejsca. zdążymy - będą żyć
prawie na wieki, do kolejnych żniw.

diabeł tkwi w szczegółach i nie da się nabrać
na piękne wersy, ani na czas. da nam tylko
cyrograf i lewą rezerwację, więc spieszmy się
zająć miejsce, zanim nas wyprzedzą.



09.07.2016

zawilec


tribute to Bohdan Zadura

z nieskazitelną cerą, oraz bez przymusu
usuwania warstwy Maybeline New York,
której nie da się zmyć ani nawet zeskrobać
sterylną szpachelką nowej generacji

na usta nakładam Rouge Interdit Vinyl,
(winylowy blask i wibrujący kolor).
teraz selfie z dziubkiem najlepiej z profilu,
bo szkoda zmarnować Volume Million Lashes.

insta, fejs lub twitter i jak zdarta płyta
im starsza, tym lepsza, im wolniej, nam szybciej.
czas kurczy się jak próżniowy pokrowiec na odzież,
gdy tylko zdecydujesz się spuścić powietrze.

manicure hybrydowy i rączki całują,
do nóżek padają, jakże gładkich w dotyku
gdyż Scholl Velvet Smooth oraz Gillet Venus
(każda wie, że najlepiej zacząć pod prysznicem)

super krem Corega i można iść w ślinę
dobrze trzyma, jest szansa, że nikt nie zajarzy.
i głęboko, z języczkiem (do tej pory się bałam).
Rouge Interdit nie puszcza. taka gra na zwłoki,

a kto rano wstaje, ten ma wolną łazienkę,
w oparach Domestosa zaczyna od zera,
z siłą wodospadu i Always Platinum.
Snow, jak dobrze byłoby, gdybyś nadal nie wiedział.

21.04.2016

Nagroda Poetycka SILESIUS za całokształt twórczości


JULIAN KORNHAUSER

Barykada

Ile tu rzeczy, śladów naszej przenikliwości.
Popielate szafy, łóżka, radio marki "Pionier"
z wybitym dnem, zegary wahadłowe, zwinięte
dywany, Dzieciątko Jezus, wypchany jastrząb
z napisem: pamiątka znad morza, po""łamane
krzesła i wózki dziecinne, zwały książek,
pamiętniki, gazety. Codziennie ta olbrzymia
kupa rewolucji zmniejsza się. Ktoś ukradkiem
wynosi polowe łóżko, znikają stare, żółte roczniki
"Kuriera Ilustrowanego", dzieci porywają
lśniące blaszane pudła, bladzi ślusarze
wpadają zdyszani z Dzieciątkiem Jezus pod
pachą do najbliższej bramy, w której śmierdzi
farba na mokrych sztandarach. Nazajutrz
w małych mieszkaniach brudne jastrzębie
wyrastają na telewizorach, a matki zaczytują
się w historii WKP


16.04.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 46


czyli: życie jest jak koszulka niemowlaka, krótkie i zasrane.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie bezpardonowy podtytuł, tak mawiała moja prababcia i niechętnie muszę przyznać jej rację. Przeczytałam dziś na FB wpis kolegi po piórze o tym, jak to Urząd Pracy próbuje go zmusić do rezygnacji z pracy twórczej proponując płatne zajęcia z pisaniem nie związane.
Gdzieś tam w głębi mojego poetyckiego serca nawet go rozumiem, bo sama ciągnąc dwie prace za ogon ledwo mam czas na myślenie, a gdzie czas na pisanie? Kiedyś moja bardzo dobra znajoma i jednocześnie świetna poetka Teresa Radziewicz stwierdziła w jednej z naszych rozmów, że gdyby praca zarobkowa nie zabierała nam tyle czasu, to byłybyśmy zdecydowanie bardziej "twórcze" i dokładnie tak właśnie jest. Nie wiem jak Wy macie kochani, ale ja do pisania potrzebuję odrobiny czasu i "wolnej głowy", bez tego jest dramat. Z drugiej strony jestem realistką i zdaje sobie sprawę, że nie da się żyć "mit luft und liebe", z pisania poezji też żyć się nie da, a żyć trzeba, więc pozostaje nam pójście na kompromis. Wspomniany kolega pisze o tym z oburzeniem, argumentując swoje stanowisko ewentualnymi nie-napisanymi arcydziełami literatury (no dobra, teraz jestem trochę sarkastyczna), ale nie każdy ma możliwość wzgardzenia proponowanym - nawet nieambitnym - zajęciem. Dlatego oburzenia kolegi nie rozumiem, być może dlatego, że nie jestem w tak komfortowej sytuacji, że mogę zdać się na kogoś, kto "w razie czego" mnie utrzyma i wkurza mnie, że moi przyjaciele (świetni poeci) wyemigrowali z powodów zarobkowych. Żeby sprawa była jasna, nie wymagam, by państwo finansowało moje "twórcze fanaberie", nie mam zamiaru żyć na koszt podatników licząc, że jakaś/jakiś pani/pan doktor wystawią mi zaświadczenie, że nie mogę pracować. Nie, nie jestem bohaterką, najgorsze chwile w moim życiu przetrwałam dzięki materialnej i duchowej pomocy moich przyjaciół i bogom dziękuję, że sobie na taką przyjaźń zasłużyłam, nie wiem czym, ale zasłużyłam.. Szanowny kolego po piórze, wg mnie fakt, że się migasz wcale dobrze o Tobie nie świadczy i nie ma się czym chwalić, bo utalentowanych bardziej od Ciebie twórców jest więcej "i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim". To co robisz jest słabe i niestety przyczynia się do negatywnego postrzegania reszty twórców. Czasem warto spojrzeć dalej, poza czubek własnego nosa i nade wszystko mieć odrobinę pokory. Bo , jak wiadomo, najgorzej gdy się coś komuś wydaje.



08.04.2016

trzy wiersze niezaangażowane


fabryka tanich butów

możesz ugiąć kolana, maleńka,
jeśli wytrzymasz w tej pozycji,
nabrać w usta. i tylko ruchy zdradzą,
co dzieje się tutaj naprawdę.

końcówki mieszczą się najlepiej
jedynie w środkach masowego przekazu.
i nie traktuj tego jak pracy dorywczej
lub co gorsza – umowy o dzieło.

to nie modlitwa, więc będzie bez grzechu.
nie odwracaj głowy,
kiedy nie ma nic do powiedzenia
– oczy wystarczą.

wypełniamy jak kolorowankę
pokój z nami.


wieża

przychodzi z odległej galaktyki —
miasta, w którym kobiety oprawia się
jak ryby. nie potrzebują głosu,
tylko ciał.

jest świeża, lecz nie pachnie,
czysta, ale klei się do rąk.

dawno temu wyrwano jej język i wszystko,
co potrafi, to przyjmować w siebie
kolejne ostrza, symbole wycinane delikatną
dłonią artysty.


Armia Zbawienia

Moc bowiem w słabości się doskonali    
św. Paweł

Seamusowi Heaneyowi

jesteście Chrystusami, jedynymi w tłumie
samozwańczych proroków od zbawiania dziewic.
od tej chwili ich usta, uświęcone, nabrzmiałe
szepczą wasze imiona - mantrę zniewolonych.

spod skrzyżowanych ramion uchodzą powoli,
jak święty dym z kadzideł lub ostatnie tchnienie,
i do utraty zmysłów, rozszalałe głodem

polują na ulicach. ich ciała wydane
na odpuszczenie grzechów, na pastwę, paschę, czerń,
co podchodzą do gardła przez jedną noc w roku
i stają ością, czekają, kiedy się wypełni
choć jedna obietnica. jeden skrawek skóry,

wysuszony jak łuska, ta święta relikwia
licytowana w sieci w atrakcyjnej cenie.
jesteście Chrystusami od tanich odpustów,
pozornych ran i bólu, który nie istnieje.

#dziewuchydziewuchom


16.03.2016

LIST OTWARTY DO MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO


Koalicja Na Rzecz Czasopism Literacko-Artystycznych wystosowała do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego list otwarty w sprawie dotacji, czy też raczej ich braku dla większości czasopism literacko - artystycznych.  
Poniżej fragment:

[...] Nie wyobrażamy sobie społeczeństwa kraju europejskiego pozbawionego możliwości rozwijania twórczości literackiej i uprawiania wokół niej debaty krytycznej. Czasopisma literacko-artystyczne są pasem transmisyjnym dla literatury: umożliwiają komunikację oraz wymianę myśli i poglądów pomiędzy pisarzami i czytelnikami, są miejscem debiutów dla młodych twórców i ich konfrontacji z krytykami oraz odbiorcami, a także w znacznym stopniu przyczyniają się do pobudzania potencjału twórczego autorów. Poprzez rozliczne interakcje budują wspólnotę autorów i czytelników, rozwijają kompetencje językowe, komunikacyjne i kulturowe społeczeństwa, ułatwiają przyswajanie bardziej złożonych treści intelektualnych i artystycznych, a także rozumienie współczesnej poezji i prozy, wspierając, a nierzadko wyręczając w tym system edukacji. Stanowią niezwykle istotny czynnik rozwijający czytelnictwo, zwłaszcza w czasach jego potężnego kryzysu, jaki aktualnie notujemy w Polsce – tylko 37% Polaków przeczytało w ostatnim roku książkę. [...]

Całość TUTAJ.

Facebook: https://www.facebook.com/literacko.artystyczne/

Wszystkich, którym leży na sercu rozwój m.in. polskiej literatury, krytyki literackiej i którzy nie zgadzają się ze skazywaniem na niebyt wielu wartościowych czasopism prosimy od podpisy.

11.03.2016

milość



twój kot kupowałby whiskas, twój facet - zdrową żywność.
twoje smsy, wyczekiwane jak osobiste błogosławieństwo
papieża Franciszka rozwaliłyby sieć, a tłum spijałby
słowa z twych ust i miałby wyjebane, że zbyt dużo

zaimków osobowych i hejtu. twoje sny jak proroctwo
hosssy, twoje łzy jak klejnoty na ręce niewiernych.
kap, kap w łez kałużach ja i ty. niczego więcej
nie spodziewaj się po mnie, bo serce mam z kamienia

nie mniej szlachetnego do twoich zamiarów.


DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 45


czyli: "bo jak się widzi taką sztukę, to ciężko zachować kulturę"

Trwa tak zwana "dobra zmiana" (no proszę, nawet nie czuję jak rymuję). Dzisiaj będzie o kulturalnej misji telewizji narodowej. Najsampierw TVP1, oglądałam przedwczoraj program pt: "Pegaz". Nowa scenografia, nowi prowadzący. Agnieszka Szydłowska robiła wszystko, co możliwe, by uratować ten odcinek, niestety w pojedynkę, przy skutecznie przeszkadzającym jej dziwnym ziomie - wybaczcie, ale nazwiska nie pomnę, może obciach, ale trudno - nie bardzo się jej to udało. Wyglądała jak zawsze szykownie i miała bardzo ładne szpilki. Była więc mini-rozmowa z aktorami o sztuce wystawianej w jednym z teatrów, mini-rozmowa w studio, mini- recenzje wydarzeń kulturalnych i na sam koniec moje mini-wrażenie, że obcuję z kulturą. Nową odsłonę "Pegaza" sobie daruję, choć szanuję bardzo i cenię Szydłowską.
Ale drodzy moi to i tak jest pikuś. Po zapowiedziach nowego dyrektora TVP Kultura, pana Matyszkowicza pozostawałam z niejaką nadzieją, że nie będzie tak źle. Najpierw zdjęli "Halę odlotów", przełknęłam z trudem i nieukojonym żalem. Trudno, jak wiemy "dobra zmiana" dobra jest tylko z nazwy, a tak naprawdę polega na rozpierdzieleniu na strzępy tego co wartościowe, dobre i ciekawe na rzecz z dupy wziętych wyobrażeń nowego ministra o tym, jak kultura powinna wyglądać.
Litościwym milczeniem pominę powtórki filmów, które każdy, w średnio rozwiniętym stopniu obcujący z kulturą widział przynajmniej dwa razy. Natomiast nie pominę kuriozum, które miałam okazję oglądać wczoraj. Otóż Lukasz Orbitowski prowadził program, który z założenia albo miał być tokszołem, albo czymś-w-czym-prowadzący-zadaje-pytania-gościowi, raczej to drugie i raczej zadaje pytania niezbyt mądre. Dlaczego oglądałam? Ponieważ gościem była Anja Orthodox. Każdy kto mnie zna trochę lepiej, wie, że miałam dość długą przygodę z rockiem gotyckim,wyglądałam jak wyglądałam, robiłam co robiłam, pisałam co pisałam. Było, minęło, ale sympatia i sentyment do Anji został. Poznałam Anje na festiwalu w Jarocinie pod koniec ubiegłego stulecia i polubiłam, trudno nie polubić tak bezpretensjonalnej i bezpośredniej babki. Dlatego błagam i niniejszym wystosowuję apel do kolegi Orbitowskiego: zlituj się facet i nie skazuj tych biednych ludzi na taką mękę, nie zmuszaj ich, by odpowiadali uprzejmie na debilne pytania, z formułowaniem których masz chłopie poważny problem. Piszesz sobie facet swoje książki, ok, ja też swoje piszę. masz facet jakieś ambicje, ok, ja też swoje mam, ale na wszystkich bogów w niebiesiech zaklinam - trochę samokrytyki! Trochę pokory! Ja rozumiem, że nastąpił przełom, że w siebie uwierzyłeś, chyba jednak za bardzo i chyba jednak na wyrost.
Że tak teraz pojadę Kubą Wojewódzkim: "ktoś kiedyś powiedział: błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia nie ubierają tego w słowa".
Takie czasy nastały, że kulturą obecnie zarządza indywiduum, które o kulturze nie ma pojęcia, ziomuś, który z nadania (bo w końcu trzeba było znaleźć mu jakiś resort) pozbawia dotacji kilka z ciekawszych wydawnictw literackich skazując je na niebyt. Jak widać szef resortu kultury na tejże zna się tak, jak ja na budowie promu kosmicznego.
Mam wrażenie, że żyję w alternatywnej rzeczywistości, macam się w poszukiwaniu gniazdek pozostałych po podłączeniu do Matrixa i balansuję na krawędzi alkoholizmu, bo przecież nikt normalny tego na trzeźwo nie przełknie.
Chciałam jakoś efektownie zakończyć cytatem z poety/poetki, ale uznałam, że to byłaby profanacja twórczości moich zacnych znajomych i przyjaciół po piórze.
Na koniec taka konstatacja: ostatnim dobrym programem o kulturze, jaki oglądałam był odcinek Kuby Wojewódzkiego, w którym wystąpił Kaliber 44.
Dam sobie rade, mam jeszcze Kasztelan białe i Żywiec Apa, a Wy?



27.02.2016

Rezydencje literackie w ramach programu A-i-R Wro






 Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz Program Rezydencji Artystycznych A-i-R Wro (realizowany w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016) zapraszają do udziału w Programie Rezydencji Literackich w Zamku na Wodzie w Wojnowicach.

Do nadsyłania zgłoszeń w ramach pierwszego naboru do programu Rezydencji Literackich w Wojnowicach zapraszamy miedzy 17 lutego a 6 marca.


Jeśli jesteś początkującym pisarzem/pisarką, poetą/poetką lub posiadasz już udokumentowane doświadczenie w dziedzinie prozy, poezji lub eseistyki – wyślij swoje zgłoszenie na Rezydencję Literacką w Wojnowicach – malowniczej wsi położonej 22 km od Wrocławia. Wybrani twórcy będą mieli okazję spędzić od 4 do 8 tygodni w wojnowickim Zamku na Wodzie. Do nadsyłania aplikacji zachęcamy również tłumaczy/tłumaczek i krytyków/krytyczek literackich.

Szczegółowe informacje TUTAJ



13.02.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 44


czyli o tym dlaczego nienawidzę Walentynek

Wszystko przez mojego tatę. Niewiele piszę o tacie, a tak naprawdę wszystko przez niego.
Z dzieciństwa pamiętam jak z pamięci zasuwał "Sonety krymskie" Mickiewicza, ale to luz, gorzej gdy mi zapodał Rilkego. Nastolatce rozumiecie, hormony buzują, szał ciał i "zgaś moje oczy, ja cię widzieć mogę, zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę"- wyrwana po nocy nawet dzisiaj zadeklamuję ten wiersz z pamięci. Mój tata to niepoprawny romantyk i tym niepoprawnym romantyzmem tak mnie zaraził, że nic innego tylko być poetką. No nie, ok, jeszcze mnie nauczył grać na gitarze (do spółki z Olką Wilczyńską), więc miałam szansę zostać niepoprawną, romantyczną bluesmanką. Zostałam co prawda niepoprawną basistką punkową, ale to mi nie przeszkodziło zostać neoromatyczną poetką współczesną. Najtragiczniejsze jest to, że wierzę w miłość i dlatego nienawidzę pluszowych serduszek, niemniej pluszowych misiaczków, kwiatków, lampeczek, wszechobecnego terroru kochania wszystkiego i wszystkich bez względu na formę, potrzebę i czas. Staram się zrozumieć potrzebę manifestowania uczuć, naprawdę się staram i choć może się wydawać, że jestem ekstrawertyczką, to jednak ważne wyznania przychodzą mi z wielkim trudem. Bo rzecz nie polega na tym, by szafować ważnymi słowami. Możemy sobie gawędzić, mogę wam opowiadać o mniej lub bardziej ważnych rzeczach, ale to, co najważniejsze, najistotniejsze dzieje się poza słowami, jak banalnie by to nie zabrzmiało, bo strasznie trudno uciec od banału, gdy pisze się o miłości. I można cytować list św. Pawła do Koryntian, można cytować Rilkego i Eliota i Yeatsa,a i tak nie dotkniemy istoty tego, co dzieje się między dwojgiem ludzi, tego, o czym poeci pisali, piszą i pisać będą próbując złapać, ująć, zrozumieć. Tego nie da się nazwać, ująć, zrozumieć, Tego nie da się przeliczyć i skalkulować. To można tylko (albo aż) poczuć. I własnie dlatego najtrudniejsze wiersze, to wiersze o miłości, bo wszystko już zostało powiedziane, napisane, ubrane w mniej lub bardziej odpowiednie słowa. Mając tę świadomość napisałam trzy tomy wierszy o miłości i wszystkie kolejne własnie o niej  powstają, bo to miłość jest siłą, która napędza wszystko. Tak po prostu, tak normalnie. Jej szukamy, na nią czekamy i po jaką cholerę udawać, że jest inaczej?
Na koniec wiersz, który lubię ( a niewiele jest moich wierszy, które lubię):

ostatni list Vivienne Eliot do męża

piszę uważnie i panuję nad sobą,
mam wszystko, czego mi nie potrzeba
jeśli chodzi o twój umysł Tom, to ja
jestem twoim umysłem, ta wiedza
narzuca wzór i fałszuje, gdyż schemat jest

nowy w każdej chwili. mieszka tutaj strach,
o którym się nie mówi, więc pieprz mnie
Tom i to moje pisanie tak, jak nigdy
tego nie umiałeś. twój bóg to tylko próba
ucieczki, personifikacja panicznego lęku.

nie potrafię wczytać się w stare słowa,
potrzeba nowych, nietkniętych czasem. nawet
jeżeli jesteś tym, który potrafi nazwać
wszystko, śmierdzisz jak inni, jak równy
z równym spotkamy się jeszcze. poza kratami

w oknach psychiatryków istnieją twarze
z wymalowanym życiem, permanentny makijaż
- efekt wprawnej ręki tanatoplastyka.





wiersz na Walentynki


jak najbardziej współczesny wiersz o miłości

koparka przecięła kable. wiesz, u nas
to jeden wielki plac budowy. sieć
przerwana i nie złowimy nawet słowa,
nie mówiąc o czymś dłuższym, na przykład

stu sześćdziesięciu znakach, bo komórka
też się miga. w tej chwili nic już nas
nie łączy, ale wciąż jestem kobietą
twojego życia, więc opróżniam butelkę

wina z okazji imienin córki i tłumaczę
ścianie, na czym polega problem. to tylko
świat nie chce się dostosować, zbuntowany
żołądek wysyła wiadomość: nie panujesz

nad treścią.



11.02.2016

literuFKA z Jakubem Sajkowskim - 17.02.2016 godzina 20:00 Klub Dragon ul. Zamkowa 3








Fundacja Kultury Akademickiej zaprasza na trzecią edycję cyklu literackiego "literuFKA". 
Tym razem to osiem spotkań z poezją, prozą i muzyką. Osiem niepowtarzalnych okazji do poznania autorów, których dobraliśmy według subiektywnego klucza. Bez wykładów i wymądrzania się. Posłuchamy z nogą na nogę, po turecku, a może i na leżąco. Będziemy literaturę smakować, krytykować i drzeć. Jeśli będzie trzeba, wejdziemy na ostatnie piętro i wyrzucimy ją przez okno. A po każdym spotkaniu odbędzie się slam poetycki.

--------------------------

Jakub Sajkowski (1985) - poeta, lektor języków, tłumacz, recenzent. Redaktor działu krytycznego w sZAFie. Wydał książki poetyckie: Ślizgawki (2010), Google Translator (2015).
Publikacje: m.in. Pro Arte, Arterie, Dwutygodnik, artPapier, na stronie internetowej Biura Literackiego oraz w lokalnym wydaniu Gazety Wyborczej. Finalista i laureat min. projektu Połów, konkursu im. Klemensa Janickiego, oraz Konkursu Krytycznoliterackiego Pulsu Literatury w Łodzi. Laureat stypendium artystycznego miasta Poznania. Prowadzi bloga poetyckiego: http://czytnikliteracki.blogspot.com/ oraz związanego z pobytem w Chinach: http://greenhorn poland.blogspot.com/





Zapraszamy.


30.01.2016

Heinz, Śląsk i gitara elektryczna




Od pewnego czasu zaczytuję się w polskich kryminałach, aktualnie na tapecie Mariusz Czubaj, a jeszcze aktualniej "Piąty Beatles", no to fragment:

"Na lokalnej policyjnej liście przebojów hitem stała się historia staruszki, która pilnikiem do paznokci zaatakowała inną emerytkę. Zdarzyło się to w Lidlu, gdy do sklepu rzucili markowe torebki. To był chyba Wittchen. Ludzie brali po kilka sztuk, inni więcej, wyrywali je sobie, walczyli o nie jak o produkty pierwszej potrzeby za komuny. No i stało się. Nie zdziwiłem się specjalnie. na moim piętrze mieszka staruszka, która poluje w Tesco i innych marketach. Zasada jest taka, że trzeba wstać wcześnie rano. Trochę jak na ryby. Ostatecznie, kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Coś w tym musiało być. Jestem prawie pewien, że poranne łowy w hipermarketach mają coś wspólnego z religijnością. Po prostu roraty zostały wyparte przez bożka konsumpcji wypędzonego kiedyś ze świątyni. Znacie tę opowieść?"

Miałam okazję brać udział w spotkaniu z Czubajem na festiwalu Granda w Poznaniu. Zakochałam się w gościu natychmiast :)
Aha i wcale nie wstydzę się, że czytam kryminały :)



22.01.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 43

czyli dziadek Edek i inni

Dni babci i dziadka zawsze powodują u mnie poczucie niesprawiedliwości, mam pretensje właściwie nie wiem do kogo, chyba do losu, że tak właściwie pozbawił mnie dobrodziejstw posiadania babć.
Babcię Bogumiłę znam tylko ze zdjęć, odeszła, gdy miała 30 lat, niezbyt wiele o niej wiem niestety, jednak zamierzam poznać tę historię, bo coś mi mówi, że będzie zaskakująca, do tej pory niewiele się dowiedziałam, poza tym, że była dobra i piękna. Dziadka Stanisława widywałam rzadko, raz, dwa razy do roku. Mieszkał daleko, ale przysyłał listy, zawsze wiedział gdzie jestem na wakacjach, jakie mam oceny na świadectwie, pamiętał o urodzinach i imieninach.
Dziadek Stanisław był trochę jak święty Mikołaj, pojawiał się uśmiechnięty, pachnący wodą kolońską, trzymał mnie na kolanach, pozwalał gadać bez ustanku, zabierał na lody. Raz jeden w ferie zimowe, które spędzałam u cioci poza Poznaniem udało mi się ją uprosić, żeby zawiozła mnie do dziadka i wtedy spędziłam z nim 5 dni, fantastycznych dni, takich "na zapas" i "na zawsze", przeżytych gorączkowo, żeby starczyło na dłużej, żeby mieć co pamiętać.
Babcia Stefania odeszła, gdy miałam 2 lata, mam jedno wyraźne wspomnienie, gdy trzyma mnie na kolanach i karmi czymś z michy, chyba kaszką, bo to coś było paskudne. Ma na sobie fartuszek w kwiatki, na głowie walki, które są przytrzymane siateczką, ja wcale nie jestem zainteresowana jedzeniem, za to wałkami jak najbardziej. Pamiętam też jak stałam w drzwiach od pokoju, gdy sanitariusze pogotowia zabierali babcię do szpitala. Już nie wróciła.
Dziadek Edmund zwany dziadkiem Edziem, najlepiej zapamiętany, najukochańszy, zrobił mi kołyskę dla lalek, smażył powidła, wymyślał dla mnie bajki, sam robił lemoniadę. Latem napełniał stojącą na ogrodzie wielką blaszaną wannę, w której chlapałam się godzinami. Zabierał na wielogodzinne spacery, na których pokazywał przyrodę, opowiadał o zwierzętach. Dużo razem śpiewaliśmy choć nie pamiętam jaki miał głos, za to pamiętam, że śpiewać uwielbiał. Gdy miałam 5 lat nauczył mnie czytać i tym uszczęśliwił mnie na resztę życia :) Miałam okazję być na jego ślubie z moją drugą babcią, Stanisławą. Dziadek odszedł gdy miałam 8 lat.
Babcia Stasia - właściwie była jak prawdziwa babcia, bardziej surowa niż dziadek, raczej trzymała nas krótko, bo była nas spora gromada i narozrabiać potrafiliśmy. Sama mogła nas sprać ścierą po głowach, ale niech ktoś by tylko spróbował cokolwiek złego na nas powiedzieć. Wtedy babcia zamieniała się w Xenę - wojowniczą księżniczkę, że bez kija nie podchodź. Wyobrażałam sobie wtedy, że jest "kombojką" z prawdziwym Coltem i robi porządek w dzielnicy :)
No i oczywiście prababcia Magdalena, ciągle przeze mnie wspominana i cytowana, odrabiająca wszystkie obowiązki babć i dziadków, zawsze gotowa pomóc, fantastycznie gotowała, nigdy nie uszło jej uwagi, gdy się próbowało coś skubnąć z gara :) Nauczyła mnie grać w karty i warcaby i chińczyka i w grzybobranie. Najpierw to ona mi czytała książki, a gdy już była wiekowa i oczy odmawiały jej posłuszeństwa ja czytałam jej. Z babcią można było pogadać o wszystkim, nigdy nie kłamała, zawsze powiedziała prawdę. Odeszła w wieku lat 98, zdążywszy poznać swoją praprawnuczkę.
W takie dni brakuje mi ich bardziej, niż zwykle, zastanawiam się jak by dziś wyglądali, jacy by byli?
Jestem jednak pewna, że kochaliby tak samo.



15.01.2016

wiersz na nowy rok


kobieta o twarzy mistrza Yody czeka
na swoja trzynastkę, jej drobne dłonie
bezpowrotnie giną w kieszeniach gdy mróz
ścina noworoczne nadzieje. z myśli na myśl,

z nogi na nogę przeskakuję bezwstydnie
się gapiąc. w moich biodrach lęgną się
obce kości, niezauważalny ruch miednicy
i żegnam równowagę. najgorsze to zacząć

wierzyć w pragnienia, w imię ojca i syna
i ducha świętego na tym lub tamtym świecie
reguły są te same. wystarczy nauczyć się
mówić "kocham", a potem tylko czuć coś

poza lodem, bezpieczną wyspą przystanku.

15.01.2016

Alan Rickman 1946 - 2016


Niestety rok 2016 nie zaczął się zbyt dobrze, dziś dotarła do mnie wiadomość, że odszedł Alan Rickman, jeden z moich ukochanych aktorów, o głosie, który za każdym razem rozkładał mnie na łopatki. Rickman był przekonujący zarówno jako czarny charakter (Gruber), jak i zakochany amant (Pułkownik Brandon), czy nieporadny facet w średnim wieku, pogubiony i zdradzający żonę (Harry).
Moja córka zna go głównie jako odtwórcę roli Severusa Snape'a w sadze o Harrym Potterze - takie czasy, ale muszę powiedzieć, że gdy zobaczyłam Rickmana w tej roli, to był dokładnie taki, jak sobie - czytając dziecku - Snape'a wyobrażałam.
RIP Alan Rickman





David Bowie 1947-2016


Poniedziałek 10 stycznia 2016 przyniósł wiadomość dla mnie tak zaskakującą, że aż kuriozalną.
Zmarł David Bowie. Czegokolwiek bym tu nie napisała to i tak będzie za mało, a mądrzejsi ode mnie zrobili to już o wiele lepiej; ograniczę się więc do kilku słów o tym, kim Bowie był dla mnie osobiście.
Wychowałam się na kulturze i rocku lat 80-tych, na twórcach, dla których David był inspiracją, mistrzem, wzorem więc siłą rzeczy jako gówniara musiałam trafić i na jego twórczość.
Gdy ze swoimi czerwonym irokezem, potem fryzurą a la Robert Smith, przyodziana w dziwne ubranka, czytająca dziwne książki, słuchająca dziwnej muzyki w końcu na Niego trafiłam, to zrozumiałam dlaczego moi idole, a tym samym i ja podążamy radośnie ścieżką przez niego wytyczoną.
Charyzmatyczny, wyjątkowy, odważny, twórczy, wszechstronny - mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.
Pożegnał się płytą "Blackstar", której słucham pisząc ten post, a która wyrywa mi serducho i powoduje skurcz żołądka.
Do zobaczenia Davidzie, gdziekolwiek to będzie.




DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 42


czyli o tym jak utknęłam w rzeczywistości niewirtualnej

Mamy już ku chwale ojczyzny naszej rok nowiutki jak terminarz z "Twojego Stylu", a mnie tu od prawie dwóch miesięcy nie było, na co (słusznie) niektórzy z Państwa zwrócili mi uwagę.
Sytuacja - jak na nasze czasy - jest dość nietypowa, gdyż utknęłam w rzeczywistości, która swą brutalnością zmusiła mnie do podjęcia dodatkowej pracy, w związku z czym nie tylko nie miałam czasu na pisanie bloga, ale nie miałam go czasem nawet na sen i jedzenie. Tego drugiego akurat nie żałuję, gdyż zjechałam jakieś 8 kilogramów i zostałam smukłą gazelą, owszem nieco podstarzałą, ale przynajmniej smukłą. W tym czasie w kraju naszym dokonała się rewolucja, przyszło nowe, nowe nazywa się "dobra zmiana" choć w zasadzie powinno nazywać się "totalny rozpierdol". Mamy równie nowego jak rok 2016 Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, choć osobiście uważam, że w ramach wspomnianej dobrej zmiany należałoby zmienić i nazwę resortu, na przykład na Ministra Poruty* i PISdzictwa Narodowego, bo ten pan tak pasuje do swojej funkcji jak ja do uniformu straży miejskiej.
Kultura dzieli się na właściwą i niewłaściwą, "dobra zmiana" czyści co się da z szybkością i skutecznością Xenny Extra, a sczyszczone społeczeństwo na śniadanie spożywa Smektę, po czym zapierdziela do roboty, bo ktoś mus zarobić na program 500 plus na każde dziecko oraz na wczesnych emerytów. Jak w takiej sytuacji oddawać się tworzeniu poezji zwłaszcza, gdy wbrew panującym nakazom i nastrojom jest się przynoszącą wstyd Polsce ateistką, wegetarianką i jeszcze cyklistką na dokładkę?
Ja się zacięłam, ja się zablokowałam, ja utknęłam w niedokończonych tekstach. Ament.
Z drugiej strony jeden z  moich kolegów po piórze, a przy okazji jeden z najciekawszych dla mnie współczesnych poetów książkę napisał, ale mu jej ci, co mieli wydać nie wydadzą, gdyż powiał wind of change i okazuje się, że pewnych tematów w poezji podejmować nie należy, gdyż dotowane ze środków publicznych wydawnictwo stawia to w niezręcznej sytuacji, bo choć owszem - obiecano - to jednak nie można, bo Minister Poruty zamknie kiesę na cztery spusty i nici z kapusty. Swoją drogą dobrze się stało, bo w takim wydawnictwie coś wydać to zwyczajny obciach, czułabym się jak kolaborant. Kolega jest tak świetnym poetą, że wyda gdzie indziej i wstydzić się nie będzie musiał.
Dla równowagi w przyrodzie oczywiście dotarły do mnie również wieści, że niektórzy koledzy i koleżanki po piórze już się prostytuują z nową władzą wdzięcznie nadstawiając dupska w nadziei na dotacje do stowarzyszeń i fundacji. Ostatecznie dupa nie szklanka no i nie mydło, to się nie wymydli.
Wracamy do czasów cenzury. Własnie dziś okazuje się, że mamy ustawę inwigilacyjną i taka na przykład policja może bez mojej zgody uzyskać dostęp do moich danych w internecie i na przykład zamknąć mi bloga. Może powinnam zacząć tego posta od "Szczęść Boże", ale prędzej zacznę pisać nędzne grafo, niż mnie jakakolwiek władza do czegokolwiek nagnie.
Czym się różni szczur od chomika? Tym, że chomik ma po prostu lepszy piar i dobrego piaru na ten nowy rok Państwu życzę, bo może się okazać, że nic więcej nam nie pozostanie.
HOWGH!

* poruta - w gwarze poznańskiej oznacza wstyd, obciach