Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


11.03.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 45


czyli: "bo jak się widzi taką sztukę, to ciężko zachować kulturę"

Trwa tak zwana "dobra zmiana" (no proszę, nawet nie czuję jak rymuję). Dzisiaj będzie o kulturalnej misji telewizji narodowej. Najsampierw TVP1, oglądałam przedwczoraj program pt: "Pegaz". Nowa scenografia, nowi prowadzący. Agnieszka Szydłowska robiła wszystko, co możliwe, by uratować ten odcinek, niestety w pojedynkę, przy skutecznie przeszkadzającym jej dziwnym ziomie - wybaczcie, ale nazwiska nie pomnę, może obciach, ale trudno - nie bardzo się jej to udało. Wyglądała jak zawsze szykownie i miała bardzo ładne szpilki. Była więc mini-rozmowa z aktorami o sztuce wystawianej w jednym z teatrów, mini-rozmowa w studio, mini- recenzje wydarzeń kulturalnych i na sam koniec moje mini-wrażenie, że obcuję z kulturą. Nową odsłonę "Pegaza" sobie daruję, choć szanuję bardzo i cenię Szydłowską.
Ale drodzy moi to i tak jest pikuś. Po zapowiedziach nowego dyrektora TVP Kultura, pana Matyszkowicza pozostawałam z niejaką nadzieją, że nie będzie tak źle. Najpierw zdjęli "Halę odlotów", przełknęłam z trudem i nieukojonym żalem. Trudno, jak wiemy "dobra zmiana" dobra jest tylko z nazwy, a tak naprawdę polega na rozpierdzieleniu na strzępy tego co wartościowe, dobre i ciekawe na rzecz z dupy wziętych wyobrażeń nowego ministra o tym, jak kultura powinna wyglądać.
Litościwym milczeniem pominę powtórki filmów, które każdy, w średnio rozwiniętym stopniu obcujący z kulturą widział przynajmniej dwa razy. Natomiast nie pominę kuriozum, które miałam okazję oglądać wczoraj. Otóż Lukasz Orbitowski prowadził program, który z założenia albo miał być tokszołem, albo czymś-w-czym-prowadzący-zadaje-pytania-gościowi, raczej to drugie i raczej zadaje pytania niezbyt mądre. Dlaczego oglądałam? Ponieważ gościem była Anja Orthodox. Każdy kto mnie zna trochę lepiej, wie, że miałam dość długą przygodę z rockiem gotyckim,wyglądałam jak wyglądałam, robiłam co robiłam, pisałam co pisałam. Było, minęło, ale sympatia i sentyment do Anji został. Poznałam Anje na festiwalu w Jarocinie pod koniec ubiegłego stulecia i polubiłam, trudno nie polubić tak bezpretensjonalnej i bezpośredniej babki. Dlatego błagam i niniejszym wystosowuję apel do kolegi Orbitowskiego: zlituj się facet i nie skazuj tych biednych ludzi na taką mękę, nie zmuszaj ich, by odpowiadali uprzejmie na debilne pytania, z formułowaniem których masz chłopie poważny problem. Piszesz sobie facet swoje książki, ok, ja też swoje piszę. masz facet jakieś ambicje, ok, ja też swoje mam, ale na wszystkich bogów w niebiesiech zaklinam - trochę samokrytyki! Trochę pokory! Ja rozumiem, że nastąpił przełom, że w siebie uwierzyłeś, chyba jednak za bardzo i chyba jednak na wyrost.
Że tak teraz pojadę Kubą Wojewódzkim: "ktoś kiedyś powiedział: błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia nie ubierają tego w słowa".
Takie czasy nastały, że kulturą obecnie zarządza indywiduum, które o kulturze nie ma pojęcia, ziomuś, który z nadania (bo w końcu trzeba było znaleźć mu jakiś resort) pozbawia dotacji kilka z ciekawszych wydawnictw literackich skazując je na niebyt. Jak widać szef resortu kultury na tejże zna się tak, jak ja na budowie promu kosmicznego.
Mam wrażenie, że żyję w alternatywnej rzeczywistości, macam się w poszukiwaniu gniazdek pozostałych po podłączeniu do Matrixa i balansuję na krawędzi alkoholizmu, bo przecież nikt normalny tego na trzeźwo nie przełknie.
Chciałam jakoś efektownie zakończyć cytatem z poety/poetki, ale uznałam, że to byłaby profanacja twórczości moich zacnych znajomych i przyjaciół po piórze.
Na koniec taka konstatacja: ostatnim dobrym programem o kulturze, jaki oglądałam był odcinek Kuby Wojewódzkiego, w którym wystąpił Kaliber 44.
Dam sobie rade, mam jeszcze Kasztelan białe i Żywiec Apa, a Wy?



2 komentarze:

  1. Ja na szczęście nie mam w domu telewizora ale z Tobą łączę się w bólu i jak trzeba to wirtualnie potowarzyszę przy konsumpcji...
    Z piwa mam tylko Grolscha ale jak trzeba to możemy sięgnąć po bardziej radykalne środki w postaci pół butelki ginu i dwóch butelek szkockiej whisky...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tu juz nic nie pozostaje, tylko się narąbać z bezsilności.radykalne Twe środki należą do mych ulubionych. szkoda, że "zła odległość dzieli nas"

      Usuń