Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


16.04.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 46


czyli: życie jest jak koszulka niemowlaka, krótkie i zasrane.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie bezpardonowy podtytuł, tak mawiała moja prababcia i niechętnie muszę przyznać jej rację. Przeczytałam dziś na FB wpis kolegi po piórze o tym, jak to Urząd Pracy próbuje go zmusić do rezygnacji z pracy twórczej proponując płatne zajęcia z pisaniem nie związane.
Gdzieś tam w głębi mojego poetyckiego serca nawet go rozumiem, bo sama ciągnąc dwie prace za ogon ledwo mam czas na myślenie, a gdzie czas na pisanie? Kiedyś moja bardzo dobra znajoma i jednocześnie świetna poetka Teresa Radziewicz stwierdziła w jednej z naszych rozmów, że gdyby praca zarobkowa nie zabierała nam tyle czasu, to byłybyśmy zdecydowanie bardziej "twórcze" i dokładnie tak właśnie jest. Nie wiem jak Wy macie kochani, ale ja do pisania potrzebuję odrobiny czasu i "wolnej głowy", bez tego jest dramat. Z drugiej strony jestem realistką i zdaje sobie sprawę, że nie da się żyć "mit luft und liebe", z pisania poezji też żyć się nie da, a żyć trzeba, więc pozostaje nam pójście na kompromis. Wspomniany kolega pisze o tym z oburzeniem, argumentując swoje stanowisko ewentualnymi nie-napisanymi arcydziełami literatury (no dobra, teraz jestem trochę sarkastyczna), ale nie każdy ma możliwość wzgardzenia proponowanym - nawet nieambitnym - zajęciem. Dlatego oburzenia kolegi nie rozumiem, być może dlatego, że nie jestem w tak komfortowej sytuacji, że mogę zdać się na kogoś, kto "w razie czego" mnie utrzyma i wkurza mnie, że moi przyjaciele (świetni poeci) wyemigrowali z powodów zarobkowych. Żeby sprawa była jasna, nie wymagam, by państwo finansowało moje "twórcze fanaberie", nie mam zamiaru żyć na koszt podatników licząc, że jakaś/jakiś pani/pan doktor wystawią mi zaświadczenie, że nie mogę pracować. Nie, nie jestem bohaterką, najgorsze chwile w moim życiu przetrwałam dzięki materialnej i duchowej pomocy moich przyjaciół i bogom dziękuję, że sobie na taką przyjaźń zasłużyłam, nie wiem czym, ale zasłużyłam.. Szanowny kolego po piórze, wg mnie fakt, że się migasz wcale dobrze o Tobie nie świadczy i nie ma się czym chwalić, bo utalentowanych bardziej od Ciebie twórców jest więcej "i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim". To co robisz jest słabe i niestety przyczynia się do negatywnego postrzegania reszty twórców. Czasem warto spojrzeć dalej, poza czubek własnego nosa i nade wszystko mieć odrobinę pokory. Bo , jak wiadomo, najgorzej gdy się coś komuś wydaje.



3 komentarze:

  1. literaci na etacie. bardzo dobrze sprawdzali się we wszelkiego rodzaju systemach totalitarnych. najlepiej skoszarowani. w obecnej
    sytuacji "Szanowny kolego po piórze" jak pisze Magda... weź się kwa do roboty :) z pisania można dostać zawału lub depresji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham Cię...

    OdpowiedzUsuń