Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


23.10.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 48


czyli: a jednak wszystko jest literaturą?

Skończyłam właśnie lekturę książki o Beksińskich i nadal nie mogę się od niej oderwać. Wielbiłam audycje Tomka Beksińskiego i był dla mnie odkrywcą tych rejonów w muzyce, których bez niego bym nie poznała. Dzięki niemu znalazłam w końcu dźwięki, które były "moje". Nigdy jakoś nie kupowałam jednak tego jego image'u mrocznego księcia, nie pociągało mnie to, być może dlatego, że w tamtym czasie miałam takich mrocznych książąt pod dostatkiem obok siebie. Oczekiwałam, że będzie mnie prowadził przez krainę muzyki i dokładnie to dostawałam. Po lekturze widzę go zupełnie inaczej, całą tę "teatralność" postawy, przy zarzekaniu się i zapewnieniach o szczerości, zakładanie kolejnych masek, a jednocześnie nadmierny ekshibicjonizm emocjonalny, wywnętrzanie się. Uderzyło to we mnie ze zdwojoną siłą nasuwając od razu porównanie z poezją, z tym rodzajem ekshibicjonizmu, który uprawiam, nie tylko ja zresztą, ale wszyscy poeci piszący wiersze konfesyjne. Mój wieloletni przyjaciel, niepoeta, ten sam, który mawiał, że przy mnie strach coś powiedzieć, "bo to się zaraz potem ukaże w Tygodniku Pilskim", i który nie raz miał pretensje do mnie, że naszą relację "sprzedaję" w wierszach, wiele razy pytał mnie jak to jest sprzedawać swoją intymność, zarzucał, że uprawiam intelektualną i emocjonalną prostytucję. Wiele razy się o to kłóciliśmy i to z hukiem, obrażaniem się, trzaskaniem drzwiami, bo za każdym razem czułam, że muszę się jakoś bronić przed jego zarzutami, że przecież to nie do końca tak, że owszem - wywalam bebechy, ale robię to "literacko", że przecież wszystkie środki poetyckie właśnie temu służą, by nie mówić wprost. A jednak bebechy, to bebechy i nie ma znaczenia, jak ładnie zostaną pokolorowane. Na początku pisania chodziło mi jedynie o to, by w końcu jakoś uwolnić się od mroku, który jako nastolatka wciągałam jak raper kokę, jakoś się z tego mroku "wypisać" i w ten sposób zerwać ten wymagający związek. Nie wiedziałam wtedy, że nigdy się to nie uda, ale dowiedziałam się, że  przynajmniej pomoże ten mrok "oswoić" i konstruktywnie "zużyć" literacko. No i oczywiście już nie wyglądam jak skrzyżowanie Roberta Smitha z Nosferatu. Do znudzenia powtarzamy ten sam banał, by nie utożsamiać podmiotu lirycznego z autorem, jednocześnie wcale nie udając, że to nie o nas, nie odżegnując się od tego, zwłaszcza, gdy uprawia się cyt:"poezję codzienności" i jest się "poetką - banalistką". Przerabiam życie na literaturę, Zdzisław Beksiński przerabiał je na obrazy, a Tomasz na teatr, który praktycznie nieprzerwanie odgrywał.
Zanim mój przyjaciel wyemigrował, kiedy mnie wkurzał, groziłam mu :"nie wkurwiaj mnie, bo wiersz z ciebie zrobię" , co z reguły - o dziwo - skutkowało.
Moje życie nie jest literaturą, jest życiem, a tylko jego fragmenty stają się wierszami, więc jeżeli kiedykolwiek mieliście ze mną do czynienia, możecie być pewni, że prędzej czy później traficie w taki, czy inny sposób do jakiegoś wiersza.
Mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli tego za złe.

M. jeśli to czytasz, to szczególnie pozdrawiam :)

Robert Lowell "Samobójstwo"  
fragment

[...] Czy zasługuje na zaufanie
dlatego że nie próbowałem samobójstwa –
czy też obawiam się
że ów egzotyczny akt
wykaże moją nieudolność,

bo nie wiem jeszcze, że błąd
naprawia praktyka,
jak nasze pierwsze amatorskie zdjęcia,
bez głowy, z połową głowy, przekrzywione
i prześwietlone fleszem?[...]




4 komentarze:

  1. To muszę się bardziej starać...
    Trafić w takie towarzystwo i do takiego wiersza jest godne każdego poświęcenia...:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafić do wiersza, jak do więzienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaraz do więzienia, jest uwieczniony, a nie uwięziony :)

      Usuń