Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


13.12.2016

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 50


czyli rzecz o tym, czy się  i jak angażować?

uczestniczyłam dzisiaj w spotkaniu Seryjnych Poetów, z udziałem Joasi Żabnickiej, Tomka Dalasińskiego i Marcina Ostrychacza. Ufam, że większości czytelników tego bloga wspomnianych poetów przedstawiać nie trzeba, ale gdyby ktoś jeszcze nie znał, zachęcam do poczytania, naprawdę warto.
Spotkanie moderował - jak zawsze - niezawodny prof. Śliwiński i przy okazji wywiązała się ciekawa dyskusja na temat poezji zaangażowanej,  a to przy okazji porównania twórczości Tomka do Nowej Fali. Tomek sam zresztą przyznał, że czuje się cyt: "nieślubnym dzieckiem Stanisława Barańczaka".
Wobec tego, co się aktualnie dzieje trudno być obojętnym, a co za tym idzie trudno nie być w jakiś sposób zaangażowanym, jednak odnoszę wrażenie, że najmłodsi piszący obecnie poeci z tego zaangażowania - co też zauważył Tomek - zrobili, wybaczcie wyrażenie "główną oś" swojej twórczości, innymi słowy: gdy już nie będzie się przeciwko czemu buntować i protestować, to nie będą mieli o czym pisać i co gorsza obawiam się, że nie będę umieli o czymkolwiek pisać.
Poza tym odczuwam ostatnio presję na to, by się koniecznie wypowiedzieć i opowiedzieć po konkretnej stronie. Ci, którzy mnie czytają, wiedzą, że ja się bardzo konkretnie po konkretnej stronie opowiadam, i że jestem zaangażowana czynnie, ale nie widzę potrzeby manifestowania tego zaangażowania w swojej poezji. Nie uważam również, że jako poetka współczesna mam jakiś obowiązek prezentować poprzez swoja poezję przekonania polityczne lub pisać manifesty. Nie, nie czuję misji. Jeżeli któryś z poetów ma taka potrzebę - jak najbardziej, proszę uprzejmie, ale wolałabym, żeby ta presja nie powodowała, że człowiek się czuje głupio i niezręcznie, bo każdy z poetów już jakiś wiersz na ten temat napisał, a ja nie. Pominę już oczywiście tych, którzy swoje zaangażowanie ograniczają jedynie do kontestacji w wierszach, a kiedy trzeba działać - tyłka z domu nie ruszą.
Nie tak dawno byłam świadkiem - większość piszących pewnie również - zadymy, którą zrobił w naszym grajdole Robert Rybicki, poeta niewątpliwie zaangażowany, wylewając w wierszu żale pod adresem koleżanek i kolegów po piórze, nieco lepiej sobie radzących w naszym przaśnym, polskim kapitalizmie. Bo wybaczcie, wiersz Ryby dla mnie nie był niczym innym, jak frustratynką na temat tego, że inni mają lepiej, bo mogą sobie kupić puder za trzysta złotych i zgarnąć hajs za udzielanie do babskich pism wywiadów na temat kosmetyków (koleżanka poetka Bargielska) podczas, gdy poeta Rybicki jest bezdomny i nie ma co jeść. Od siebie dodam, że zapieprzam czasem po 12h dziennie i nie mogę sobie pozwolić na kosmetyk za 300 zł, więc nawet gdyby jakieś babskie pismo chciało zrobić ze mną wywiad na ten temat, to nie bardzo byłoby o czym, bo moja kosmetyczka wygląda bardzo skromnie. Zresztą nie o to tu chodzi. Chodzi o to, że nie wiem na jakiej podstawie ktoś czuje się uprawniony do wytykania innym, że mają lepiej/łatwiej? Oczywiście Ryba nie byłby sobą, gdyby nie dokleił w wierszu smutnej i tragicznej sytuacji robotników na Śląsku itd itp. Gdybym była cyniczna, to zapytałabym w jaki sposób fakt, iż poetka Bargielska nie kupi sobie podkłądu za 300 zł wpłynie na poprawę sytuacji robotników na Śląsku, ale nie zapytam. Na pewno na poprawę ich sytuacji nie wpłynie poezja poety Rybickiego.
Konkluzja: zaproszenie dzisiaj poeci zgodnie ustalili, że poetami zaangażowanymi nie są, aczkolwiek Marcin dodał, iż zdarza mu się pisać zaangażowane wiersze.
Jak widać zaangażowanie różnie się objawia. Osobiście wolę - jeśli idzie o słowo pisane - angażować się w poezję, a dla polityki zostawiam czyny.




2 komentarze:

  1. Czuję się zaangażowana w życie, to wystarczy. Pisanie manifestów najczęściej zaczyna się i kończy na papierze, a ja lubię, jak coś z tym powstaje, jątrzy w głowach, wypływa z konta... na dzieci, zwierzęta, bezdomnych, rannych. Ryba mnie nie przekonuje i rozmowy w artPapierze i możliwe, że jestem w innym miejscu i mój światopogląd mocno się przewartościował po emigracji. No to kisses for all.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goś - ja też wolę konkretne działania i nie czuję potrzeby zmieniania świata swoją twórczością niezależnie od tego, czy moim zdaniem ten świat twórczością można zmienić, czy nie. Jeśli ktoś naprawdę wierzy, ze coś wierszem zmieni - świetnie, ale obawiam się, że w obecnej sytuacji to "zaangażowanie" to po prost trend i - jak słusznie zauważyłaś _ zaczyna się i kończy na papierze.

      Usuń