Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


19.01.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 52


pomieszanie z poplątaniem czyli rzecz o nadrabianiu zaległości.

Mam świadomość, że zalegam. Zalegam kochani w lekturze, w muzyce i w kinematografii i ostatnimi czasy rozpaczliwie staram się te zaległości nadrabiać. Wygląda to mniej więcej tak, że w weekendy nadrabiam zaległości filmowe, do poduszki mam prozę, a poezję czytam w komunikacji miejskiej, w drodze między jedną pracą, domem, drugą pracą i domem. Muzycznie idzie mi najgorzej, ale ratuję się linkami, które mi podsyłają poeta Sajkowski i niepoeta Krystkowiak (wymieniłam nazwisko, pewnie dostanę OPR). Wrzucam to wszystko na telefon i słucham permanentnie, nawet szorując łazienkę, z dezynfekcją toalety włącznie, gdyż tak, tak, poetki również wykonują tak przyziemne czynności. Zdaję sobie sprawę, że ciężko będzie nadrobić tak na oko  ze dwa lata kulturalnego zapuszczenia, bo zasadniczo człek nie wie co najsampierw i się gubi. Znajomi podpowiadają to czytać, tego nie, to oglądać, tego nie, W efekcie czytam to, co mnie mało kręci na przemian z kryminałami, w ramach odtrutki, tak, wiem - żenada, ale działa, więc się nie łamię. Filmy jadę hurtem po kolei z listy, ale nawet jak trafiam na ewidentną kichę, to przełykam i staram się doszukać jakichkolwiek pozytywów, by nie uznać 90 minut mego życia za totalnie zmarnowane. Z poezją rzecz ma się najlepiej, gdyż jakimś cudem dostaję tomiki pocztą od przecudownych poetów współczesnych, którzy (z niezrozumiałych dla mnie powodów) mnie lubią i choć czasem się muszę na bezczelnego przymówić, to i tak to nie zmniejsza mojej radochy, bo w końcu przecież mogliby olać.Więc chociaż tu jestem w miarę na bieżąco, choć z pisaniem recenzji nie zdanżaam, ale nad tym też pracuję pod skutecznym batem Szafy i Gosi Południak :)
Ponieważ jestem kobietą w permanentnym niedoczasie, postanowiłam odstawić Facebooka, który ostatnio wpędzał mnie w deprechę i wkurw na zmianę. Czas do tej pory marnowany na bezproduktywne czytanie tego, co mnie ewidentnie wkurwia i na dyskusje z różnej maści filozofami małorolnymi postanowiłam spożytkować na reanimację bloga i nadrabianie wspomnianych wyżej zaległości i kto wie, może nawet na pisanie, gdyż postawiono przede mną nie lada zadanie napisania prozy. Na pisaniu prozy znam się mniej więcej tak, jak na fizyce kwantowej, ale postanowiłam wyzwanie podjąć zwłaszcza, że proza ta ma być w ulubionym ostatnio przeze mnie temacie punktowania rodzaju męskiego. Z rodzajem męskim mam ostatnio na pieńku, więc jest rzeczą ze wszech miar prawdopodobną, że ujawnię (nieistniejący w mym przekonaniu dotąd) talent prozatorski :)
Wszystkich, na których spotkaniach autorskich miałam być, a nie byłam, bo zalegałam w korpo - przepraszam i obiecuję, że się poprawię. Wszystkim, którzy mimo mego odfejsbuczenia piszą i dzwonią przerażeni, że może nie żyję - z całego serca dziękuję, ale przyznam, że z góry wiedziałam kto zadzwoni :) Dziś usłyszałam w kawałku jakiegoś rodzimego hiphopowca tekst "prędzej podda się nadzieja, bo ja na pewno nie" i tego się będę trzymać!





2 komentarze:

  1. Cieszę się, że zaglądam tutaj i jesteś, zawsze! Ucałowania i do zaś i w czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu zawsze i dla Ciebie też zawsze :) się mnie nie pozbędziesz :)

      Usuń