Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


17.02.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 53



czyli : czarna dupa, smog i baca

Rwetes się zrobił po raz kolejny, bo MKiDN obcięło dotacje dla czasopism. Nietrudno się domyślić, że pod nóż poszły również literackie i rozgorzała dyskusja. Smutna prawda jest taka, że jako tak zwani literaci w tak zwanej czarnej dupie jesteśmy od dawna, a z ową dupą jest jak ze smogiem - zawsze w niej byliśmy, a zachowujemy się, jakby dopiero teraz to do nas dotarło.
Mądrzejsi ode mnie i głębiej siedzący w temacie, na przykład Radek Wiśniewski już sensownie na ten temat napisali, więc nie będę powielać. Jeszcze rok temu byłam oburzona i zdruzgotana, że nóż, że dobra zmiana, że nam usta zamykają itd itp, Jeszcze rok temu wierzyłam, że poezja jest dla kogoś, poza tymi, którzy ją piszą. Rok to spory kawał czasu, człowiek przestaje mieć złudzenia. Piszemy z różnych powodów, ja dlatego, że to mój wentyl i sposób komunikacji ze światem.To, co chcę powiedzieć, zwykle mówię w wierszach, Dlatego mnie osobiście poezja jest potrzebna. Podobnie każdemu poecie i poetce. Pytanie brzmi: komu jest potrzebna poza nami? Może jakiejś garstce nawiedzonych wrażliwców, albo spryciarzom do wyrywania panienek "na wrażliwca".  Wracając do czasopism, niestety ostatnimi czasy w tych, czytanych przeze mnie pojawiały się te same nazwiska, omówienia tych samych książek i nic nowego, nic świeżego, odnosiłam wrażenie, że redaktorzy boją się zaryzykować, a przecież tylu jest naprawdę niezłych, dobrych i czasem nawet świetnych debiutantów. Czytając prasę literacką odnosiło się wrażenie,. że na przestrzeni ostatnich kilku lat zadebiutowało góra pięć osób. Zastanawiam się po jaką w takim razie cholerę mają dostawać hajs na ten przykład trzy czasopisma literackie, w których będzie dokładnie to samo, tyle, że w innej kolejności? Na marginesie już podniosę kwestię, że owe trzy czasopisma czytałaby i tak tylko garstka osób, albo i nawet tyle nie. Jak wiemy rzadko zdarza się, że płacą nam na spotkania autorskie, choć zasadniczo wykonujemy pracę i na logikę powinniśmy być opłacani. Na logikę, bo tymczasem sprawa wygląda tak, ze jak chcesz się znaleźć w antologii to musisz zapłacić dwie stówy.
Dziś każdy może być poetą, więc mamy zalew grafomanii, a jak wiadomo każdy grafoman ma ambicję i ego, a jak jeszcze ma hajs, to jego na wierzchu. Chciałam zapytać kto i gdzie ma weryfikować jakość, skoro marnie, albo wcale nie opłacani krytycy piszą tam, gdzie im zapłacą, o książkach, o których jest "głośno", gdyż to się sprzeda? Pomijam już fakt, że rynek wydawniczy jest taki, ze ci krytycy często nie wiedzą, że jakieś książki w ogóle się ukazały, ponieważ dziś poeta sam się musi wypromować. Niech się w ogóle cieszy, ze ktoś mu wydał i resztą zajmie się sam. Czy ja narzekam? Nie. Jako trzecioligowa poetka uważam, że mam całkiem dobry odbiór mojej twórczości. Na cuda nie liczę, swoje miejsce znam i mi z tym dobrze, bo już mi się nie chce pchać. bo mnie może rozpuścił nieco fakt, że mam grono czytelników, których szanuję nade wszystko, a czasem pojawia się nawet jakiś nowy, co mnie cieszy. Może ochłońmy i zastanówmy się, czy fakt, że banda przygłupów (bo nie oszukujmy się, w MKiDN chyba nie ma nikogo mądrego) zakręciła kurek nie powinien nam dać do myślenia o tym, że jeżeli chcemy coś zmienić, to powinniśmy przestać mówić, że chcemy, tylko to po prostu zrobić. Jak? To druga kwestia warta zastanowienia. Czas spojrzeć prawdzie w oczy, U nas nie będzie tak, jak na Ukrainie, na spotkania z nami nie będą walić tłumy, bo tłumy pójdą na Greya i nocną wyprzedaż w Media Markt. A tak już poza wszystkim, to nie ma w nas solidarności, nie wspieramy się, wręcz przeciwnie. Każdy orze, jak może. Tu komuś nóżkę podstawi, w kuluarach dupsko mu zrąbie, ploteczki rozpuści. Tu maleńkie omijanie regulaminów na konkursach, potrójne tożsamości, bo tu już nawet nie chodzi o prestiż tylko o hajs kochani. Minęły czasy, gdy ogłoszenie nominacji do Bierezina wzbudzało emocje, rozkminy kto się kryje pod jakim godłem, gdy trzymało się kciuki za tego, czy tamtego. Minęły czasy, w których ludziom chciało się twórczo nie zgadzać, toczyły się zażarte dyskusje, a co bardziej krewki delikwent dał adwersarzowi po pysku. Jesteśmy w czarnej dupie, bo sami ją sobie zorganizowaliśmy. Konsekwentnie, z uporem maniaka piłujemy gałąź, na której siedzimy.
Nawiązując do dzisiejszego święta: Baco! Kota się nie pierze! Pieze się pieze ino nie wyżyma!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz