Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


19.05.2017

Polska/na żądanie


Romce

sezon pisania magisterek i pielęgnacji
doniczkowych, tych do niczego
poza oglądaniem. przyda się jeszcze
odrobina wiedzy o tym, że trudno

jeździć rowerem z otwartą parasolką,
choć ten cyrk jest nasz, po obwodzie
krążymy jak elektrony, za sceną chór
dzieci z in vitro śpiewa "odę do radości".

sezon pielęgnacji magisterek i pisania
do niczego, do nikogo. samych siebie
nie poznamy mijając wciąż te same
przystanki po obwodzie, chór za sceną.


12.05.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 54


czyli o tym,  jak to jest być poetką wykluczoną.

Otrzymałam dziś maila z programem tegorocznego Festiwalu Poznań Poetów i prośbą o "udostępnienie gdzie się da". Niestety w tym roku z czystym sumieniem nie mogę i nie chcę udostępniać, ani gdzie się da, ani gdzie się nie da, z tej prostej przyczyny, że poetki - jak zwykle zresztą - są niedoreprezentowane, ale nade wszystko dlatego, że nie pochwalam promowania poetyckich seksistów, z kulturą na poziomie taboretu kuchennego. Mail ten natchnął mnie jednak, by zabrać głos w sprawie wykluczenia.
Dla odmiany nie będę podawać statystyk, bo to już niejednokrotnie robiły moje znakomite koleżanki, po prostu przedstawię zestaw cech niezbędnych, by poetką wykluczoną zostać:
1) przede wszystkim trzeba być poetką, ponieważ jak powszechnie wiadomo poeci piszą lepiej i ciekawiej, bo co niby odkrywczego, nowatorskiego i interesującego może napisać baba?
2) trzeba zadebiutować po trzydziestce, kiedy nie jest się już "gorącym towarem", podlegającym pod kategorię "ruchałbym", "nie ruchałbym", najlepiej wygrywając ogólnopolski konkurs poetycki na debiut, a jeszcze lepiej, gdy się wtedy zbierze niewąski łomot od oburzonego tak zwanego środowiska, bo jak to możliwe, że jakieś babsko znikąd nagle odstawia peleton bardziej obytych kolegów i koleżanek?
3) trzeba mieć dystans do tak zwanego środowiska i odrobinę godności osobistej, co skutkuje naturalną niechęcią do wchodzenia komukolwiek w dupę, oraz do okolicznościowego dawania tejże, niezależnie od prognozowanych/obiecanych/wydumanych profitów za świadczenie jasno określonych usług - nazwijmy je roboczo - pozamerytorycznych.
4) trzeba mówić i robić swoje, niezależnie od aktualnych "trendów" oraz nie należeć do żadnej koterii, nie brać udziału w powszechnych i zakulisowych rozgrywkach personalnych czyt. "rąbaniu dupska".
5) trzeba być inteligentną, oczytaną, pracującą nad własnym rozwojem i świadomą swojego potencjału kobietą, która nie da się zakrzyczeć i sprowadzić do roli "damy dworu" kolegów po piórze. słowem: trzeba stanowić konkurencję.

Drogie Panie, jeżeli reprezentujecie ten typ, to wykluczenie macie jak banku :)
Pisząc o wykluczeniu mam na myśli oczywiście tzw. mainstream. Prawie nikt Was nie zaprosi na żaden festiwal, nie zorganizuje Wam spotkania autorskiego, nie poprosi do żadnego jury, niezależnie od tego ile nagród otrzymała Wasza poezja. Dlaczego? Ponieważ w 89% o wszystkim decydują panowie. Możecie liczyć jedynie na piszące koleżanki.
Jak to jest być poetką wykluczoną? Z jednej strony jest się wkurwioną, widząc, że wcale nie lepiej (a często nawet gorzej) piszący poeci są namaszczani przez kolejnych prezesów/dyrektorów/organizatorów, że o tych wcale i niekoniecznie wybitnych książkach kolegów po piórze mówi się głośniej i więcej. Z drugiej strony ma się tzw. święty spokój, wynikający z faktu, że nie trzeba trzymać niczyjej "strony", można pisać i mówić to, co się naprawdę myśli bez obawy o to, że jak powiem coś nie tak, to mnie nie wydrukują/nie wydadzą/nie zaproszą.
Czy się skarżę? trochę tak, a trochę nie. Skarżę się, bo wiele znakomicie piszących poetek nie ma szans się przebić przez kordon doskonale (bądź co bądź) zorganizowanych kolegów. Wspomnę tu choćby Genowefę Jakubowską - Fijałkowską, Mirosławę Szychowiak, Dominikę Kaszubę. Nie skarżę się, ponieważ mam to szczęście, że mam stałe i sprawdzone grono czytelników, które - ku mojemu zaskoczeniu i radości - się powiększa; mam to szczęście, że na swojej poetyckiej drodze spotkałam świetnych ludzi, którzy uwierzyli we mnie i moje pisanie, za co zawsze będę im wdzięczna i paradoksalnie dostrzegli mnie poeci: Mariusz Grzebalski, Edward Pasewicz, Marek Kołodziejski i Piotr Kuśmirek. Tłumaczyli, opieprzali, poświęcali swój czas, by mordować się z moimi tekstami. Panowie - dziękuję.
Swego czasu dowiedziałam się, że przyjaźń ze mną może być dla debiutantów "niewskazana" oraz "niewygodna" gdyż mam niewyparzoną gębę, nigdy nie wiadomo z czym wyskoczę i nie można mnie trzymać na smyczy. Mam tylko nadzieję, że nikt nie ucierpiał przez znajomość ze mną, a jeśli tak, to jednak nie przeproszę, choć być może powinnam :)
Na koniec jeszcze jedna konstatacja: pomagałam przy redagowaniu niejednego tomu wierszy kolegów po piórze, jakiekolwiek "dziękuję" usłyszałam jedynie od dwóch, którzy umieścili moje nazwisko w tomie, albo podziękowali mi publicznie. Od razu wyjaśniam, że nie robiłam tego dla odebrania podziękowań, ale dlatego, że wierzyłam w ich pisanie, jednak zostałam tak wychowana, że jeśli ktoś mi pomaga, to należy mu podziękować i tego się zawsze trzymam. Sęk w tym, że jestem kobietą, a znakomita większość kolegów poetów nigdy się nie przyzna, że redakcję tomu robiła im baba. Z tej sytuacji tez wyciągnęłam wniosek: więcej nie będę tracić czasu dla tych, którzy tego nie docenią.
Moim niektórym znajomym może się wydawać, że mi "odwaliło na starość", że mam "syndrom niedopchnięcia" plus jeszcze inne teorie "z dupy". Rozczaruję was: nic z tych rzeczy, stolec w normie, fizjologia działa na pięć z plusem, ja tylko przejrzałam na oczy :)
Dla tych, co się szykują, by zatańczyć na moim poetyckim grobie mam złą wiadomość: jeszcze z wami nie skończyłam i cytując jedną z fantastycznych polskich poetek "jeszcze się tu pokręcę" :)
A chamstwo drogie dziewczyny "należy zwalczać kulturom i godnościom osobistom"
Howgh!