Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


05.06.2017

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 55


fot. Lena Pelowska



czyli: na fali wtedy bywa najlepiej, gdy masz świadomość, że jest miejsce, do którego możesz zawinąć.


O Porcie Poetyckim w Chorzowie pisałam tutaj nie raz, nie dwa, ale po każdej wizycie na Śląsku kłębią mi w poetyckim łbie nowe refleksje, więc wytrzymajcie raz jeszcze :)
Ogromnie cenię to, że spotyka się rzesza ludzi skrajnie różnie piszących, lepiej i gorzej, ale jak zawsze festiwal daje szanse obcowania ze znakomitą poezją. 
W tym roku była to poezja Bianki Rolando, Anny Marii Wierzchuckiej, Tomasza Pietrzaka i Bogdana Prejsa, Biankę czytam i Bianki słucham od lat, ale za każdym razem spotkanie z Jej poezją to jak mocne uderzenie w splot słoneczny. Ania Wierzchucka - poetka absolutna, patrzysz i słuchasz i wszystko się zgadza, żadnych dysonansów, żadnych wątpliwości. Pierwszy raz słyszałam na żywo Tomka i Bogdana, których poezję rzecz jasna znam, o pisaniu Tomka zresztą pisałam tu i nie tylko tu wiele razy, ale możliwość wysłuchania Go wreszcie w tak zwanym realu to było wyjątkowe przeżycie, mam nadzieję, że będę miała ku temu więcej okazji i, że to jeszcze nie koniec :) Bogdan to (sorry za określenie) "stary wyjadacz", profeska, dystans, widać i słychać, że na niejednej kanapie bywał :)
Magazyn Wierszy i Hyde Park - z roku na rok słucham coraz lepszych wierszy, łowię perełki.
Dlaczego? Ponieważ Port nadal, po piętnastu edycjach każdemu daje szansę. Chcesz się podciągnąć w pisaniu, nauczyć czegoś nowego? - masz warsztaty. Chcesz się dowiedzieć jak piszą inni, jak twoje pisanie zostanie odebrane? - masz Magazyn Wierszy i Hyde Park. Cały czas wszyscy poeci są dostępni, można podejść, pogadać, poznać. Powtarzam - tu nie ma gwiazd, tu są ludzie, których wciąż jeszcze poezja obchodzi. Jednym słowem - banda wariatów :)
I oczywiście Sztalugarnia Gosi Południak, dzięki której ciągle uczę się odbierać sztuki plastyczne. W tym roku miałam okazję zobaczyć dwie wystawy : cudownej Basi Trzybulskiej, która sprawia, że słowa stają się kształtami, dzięki czemu można ich po prostu dotknąć i Ewy Kantorczyk, której twórczości nie znałam, więc po raz kolejny dowiedziałam się czegoś nowego o sobie i o świecie :)
Na koniec już tak zupełnie prywatnie: za każdym razem, gdy docieram do Sztygarki czuję, że trafiam we właściwe miejsce, że to miejsce jest także trochę "moje", a to wszystko dzięki atmosferze, którą stworzyli Basia i Jacek Dudek, Dzięki atmosferze, którą tworzą przybywający tam ludzie. dzięki temu, że mogę spotkać przyjaciół i znajomych, z którymi na co dzień dzielą mnie kilometry, brak czasu, słowem - życie. W obliczu tego nie straszne nam nawet pomarańczowe krzesłostwory oraz kanapa-rosiczka, szczególnie zorientowana na pożarcie poetek w kieckach, na której od lat trenuję siedzenie, a notorycznie zapominam, że trzeba również umieć wstać :)
Słowem: gdzie by mnie prąd nie poniósł, jak daleko bym nie zadryfowała, to dopóki jest Port wiem, że mam dokąd zawinąć moją (coraz bardziej rozklekotaną) łódką.
Dziękuję za tę możliwość. 





1 komentarz: